poniedziałek, 21 lipca 2014

ROZDZIAŁ 3.

Reszta weekendu minęła mi w miarę szybko.
W niedzielę od rana siedziałam na uczelni, a wieczorem wróciłam do mieszkania. Rozglądałam się jak idiotka dookoła siebie, czy może Tajemniczy będzie gdzieś się na mnie czaił.
Na szczęście - nie było go.
Przez cały dzień zastanawiałam się czego ten chłopak ode mnie chce. Przyczepił się do mnie, jak rzep psiego ogona, a ja teraz mam problem bo nie mogę się go pozbyć.
Mogłabym to zgłosić na policję, że chłopak mnie śledzi i prześladuje, ale trochę się boję.
Po pierwsze: nie wiem kim on jest. Wiem tylko, że ma na imię Louis.
A po drugie: panicznie boję się, że gdy dowie się o tym, a dowie się na pewno, że zrobi mi coś.
I tak jestem między młotem, a kowadłem i nie mam pojęcia co mam z tym dziwnym typkiem zrobić.
W parku wydawał mi się naprawdę sympatyczny i do tego uprzejmy. A w kawiarni? To chyba to jego towarzystwo tak na niego wpłynęło.
A do tego zostaje jeszcze sprawa tajemniczej Emily, o której mówił jego kolega.
Nie dość, że dziewczyna ma, albo miała, imię podobne do mojego, to jeszcze ten cały Louis jej coś zrobił.
Coś strasznego, tak przynajmniej wywnioskowałam z tonu bruneta, gdy o niej wspomniał. Dlatego nie dziwię się sobie, że tak reaguję gdy tylko o nim pomyślę. Po prostu boję się o siebie, Nigdy nie wiem do czego chłopak może być zdolny.
A przykładem takiego zachowania jest niespodziewany pocałunek. Czy on zwariował? Czy całuje każdą nieznajomą dziewczynę, która tylko stanie mu na drodze? Bo kto przy zdrowych zmysłach tak się zachowuje? No chyba, że on nie jest zdrowy, to wtedy rozumiem.
Dzisiaj mam na druga zmianę, czyli pracuję od 15 do północy. Nie lubię drugich zmian, bo nie potrafię spać w dzień i potem chodzę taka niewyspana po kawiarni, a klienci patrzą na mnie jak na głupka. A ja zapewne wyglądam jak zombie, z podkrążonymi oczami i z bladą cerą.
W sumie zawsze miałam bladą cerę. Nigdy nie lubiłam się opalać, może dlatego że nigdy mnie to nie cieszyło? Nigdy nie przepadałam za upałami i leżeniem plackiem na kocu.
Odkąd tylko pamiętam lubiłam coś robić, a nie siedzieć w miejscu i patrzeć na ścianę. A to rower, albo rolki, albo po prostu bieganie.
W moim życiu musi się coś dziać, bo gdy jest wręcz przeciwnie ja jestem chora, dosłownie. Potrafię chorować na nudę.
Od dzisiejszego ranka, gdy tylko wstałam próbuję przyswoić to co wczoraj było na zajęciach. Nie idzie mi za dobrze to uczenie się, bo w moich myślach pojawia się co chwila brunet z niebieskimi oczami i jego czerwone pulchne usta.
Powiedziałam o wszystkim, co zdarzyło się poprzedniego dnia, Veronice. Na początku była zdziwiona, a potem "doradziła" mi, abym zadzwoniła do chłopaka i poprosiła o spotkanie z nim.
Wiedziałam, że może sobie gadać, a ja i tak zrobię to co uznam za stosowne, a umawianie się z nim do tego nie należało.
Stałam właśnie przy blacie kuchennym i robiłam sobie herbatę, gdy nagle usłyszałam dzwonek do drzwi.
Mój blok jest wyposażony w domofon, przez który widać kto stoi przed głównymi drzwiami.
Szybko podbiegłam w stronę drzwi i aż mnie cofnęło w tył.
To on.
To on tam stał.
Boże skąd on się tam wziął? I skąd wiedział, że będę w domu o tej porze? Co ja mam teraz zrobić?
Dobra, nie otwieram mu. Niech sobie dzwoni.
Za godzinę powinnam być w kawiarni, a za pół powinnam wyjść z domu i dojechać na miejsce rowerem.
Mam nadzieję, że do tego czasu nieznajomy sobie stąd pójdzie.
- Emma! - usłyszałam głos dochodzący z dołu. Odwróciłam się za siebie i głośno przełykając ślinę, ze strachu podeszłam do otwartego okna.
- Wiem, że jesteś w domu. Otwórz drzwi! - znowu krzyknął. Czy on nie może dać mi świętego spokoju? Czy nie może sobie tak po prostu odejść i dać mi żyć? Normalnie, a nie żebym bała się wyjść z własnego mieszkania?
Wychyliłam się minimalnie, tak żeby mnie nie zauważył, i obserwowałam co się rozgrywa przed blokiem.
Mój sąsiad, pan Sykes, który ma siedemdziesiąt lat, choć po nim wcale tego nie widać, wyszedł do chłopaka i tak mu nagadał, że ten zrezygnował i wsiadł do samochodu po czym odjechał.
Będę musiała podziękować panu Johnowi za uratowanie mnie przed Nieznajomym.

***

Pół godziny później byłam gotowa do wyjścia.
Ubrana w ciemne dżinsy i granatową koszulkę z krótkim rękawem oraz z torebką w koszyczku przytwierdzonym do kierownicy roweru wyszłam na zewnątrz.
Rozglądałam się jak głupia dookoła siebie. Czułam na sobie czyjś wzrok, albo mi się wydawało.
Ale gdy tylko zobaczyłam jak zmierza w moją stronę szybkim krokiem wiedziałam, że tego sobie nie wymyśliłam. To działo się naprawdę.
- Emma, zaczekaj. - zwrócił się do mnie i nim zdążyłam odjechać w stronę parku złapał kierownice mojego roweru i trzymając ją w żelaznym uścisku nie pozwolił mi się ruszyć.
- Czego ode mnie chcesz? Dlaczego mnie śledzisz? Dlaczego siedzisz w samochodzie przed moim domem? Dlaczego mnie nachodzisz? - już dawno chciałam zadać mu te wszystkie pytania, ale nie było kiedy ani jak.
Za każdym razem, albo bałam się do niego odezwać, albo czułam że chłopak może się na mnie wkurzyć i jeszcze zrobi mi jakąś krzywdę.
Nic nie odpowiedział. Stał tylko przede mną trzymając mój rower i patrzył wprost w moje oczy. Gdyby wzrok mógł zabijać, już dawno leżałabym martwa na chodniku.
- Odpowiedz proszę. - poprosiłam patrząc na niego błagalnym wzrokiem, ale zamiast odpowiedzi dostałam głuchą ciszę.
- Puść, spóźnię się do pracy. - powiedziałam szarpiąc kierownicą, aż w końcu udało mi się ją wyrwać z jego masywnych rąk.
Siadłam na rower i odjechałam w stronę parku. Chłopak chyba nie spodziewał się, że tak mocno zareaguję na jego nagłą obecność i że zadam na raz tyle pytań. Ale cóż, może i lepiej że tak się stało? Przynajmniej nie ma go blisko mnie i nie muszę się niczego bać.
Przynajmniej na razie, pomyślałam.

Po siedmiu godzinach mordęgi spowodowanej wysypem klientów w kawiarni mogłam w końcu usiąść za barem i powycierać szklanki.
Lubiłam to robić. Uspokajało to mnie, a dzięki temu mogłam spokojnie pomyśleć nad sprawami, które obecnie dzieją się w moim życiu.
Nigdy nie miałam takiej sytuacji w życiu, a co za tym idzie, żaden chłopak się za mną nie uganiał, a ja za nimi.
Nie czułam potrzeby związywania się z kimś. Dobrze mi było samej.
Czasem samotność jest lepsza od związku. Ponieważ nie trzeba patrzeć na kogoś drugiego, tylko robić to na co ma się ochotę.
Moja dzisiejsza zmiana, jest z Tomem. Tom jest wysokim brunetem z brązowymi oczami, z grzywką zaczesaną na bok.
Lubiłam z nim pracować zawsze się dogadywaliśmy, we wszystkim. Coś podejrzewam, że chłopak chciałby się ze mną umówić, ale nie ma na tyle odwagi aby o to zapytać.  A ja nie potrzebuję nikogo.
Tom właśnie był na zapleczu i liczył dzisiejszy utarg.
Nie było już żadnych klientów, raczej o tej porze nikt już do nas nie przychodzi. Dziwnie by było jakby ktoś o godzinie 23 pił kawę, chociaż czasem zdarzają się takie przypadki ale w to to już nie wnikam.
Czyszcząc przy przed ostatnią już szklankę, malutki dzwoneczek wiszący nad drzwiami oznajmił mi że ktoś wszedł do środka pomieszczenia.
Ze zrezygnowaniem uniosłam głowę w górę i zobaczyłam jednego z kolegów Nieznajomego - tego bruneta, który tak bardzo podobał się Ve i tego samego, który pracuje w kafejce na naszej uczelni.
Chłopak wszedł do środka i po tym jak się rozejrzał dookoła jego wzrok skupił się na mojej osobie.
Miał tak intensywnie brązowe oczy, że nie mogłam oderwać od nich wzroku. Normalnie mnie hipnotyzował.
Lekki uśmiech zagościł na jego malinowych ustach i pewnym krokiem ruszył w moją stronę.
Nim się zorientowałam chłopak siadał naprzeciw mnie na wysokim krześle barowym i przyglądał z dziwnym wyrazem twarzy. Położył klucze od samochodu na blacie i wpatrywał we mnie dziwnym wzrokiem.
Otrząsnęłam się po chwili i z najbardziej wymuszonym uśmiechem na jaki było mnie stać zapytałam.
- Dobry wieczór czym mogę służyć? - zapytała i przez cały czas patrzyłam chłopakowi w oczy. Próbowałam dojrzeć w jego oczach czegoś co by mi podpowiedziało jaki był cel jego przyjścia tutaj, ale niestety niczego takiego nie ujrzałam.
- Poprosiłbym o kilka minut na rozmowę. - odpowiedział, a mi opadła szczęka. On chciał ze mną porozmawiać? Ale o czym? Czy mamy jakieś wspólne tematy? Do czego on dąży?
- O czym? - mój głos zadrżał, gdy wypowiadałam na głos to pytanie.
- Nie o czym, a o kim. - wyjaśnił kładąc łokcie na blacie i opierając brodę na splecionych dłoniach. Domyśliłam się kogo miał na myśli, a to nie był czas i miejsce aby o nim rozmawiać.
- Przepraszam, ale nie mogę. Jestem w pracy. - wymusiłam uśmiech i zaczęłam ścierać blat, przy którym brunet aktualnie siedział.
- Ale widzę, że nie ma dużego ruchu dziś. - zauważył wskazując dłonią na puste już pomieszczenie. To prawda. Nie było już żadnych klientów. I co ja mam mu teraz powiedzieć? Że dobra, możemy pogadać o Tajemniczym, ale nie widzę w tym sensu.
- To prawda, ale i tak nie zmienia to faktu że jestem w pracy i nie powinnam urządzać sobie pogawędek z klientami. - powiedziałam skupiając się na poprzedniej czynności, gdy nagle poczułam jak zimna, a wręcz lodowata dłoń chłopaka oplata się wokół mojego nadgarstka. Zwrócił tym moją uwagę, więc nie miałam innego wyjścia jak popatrzeć w górę.
- Czego ty ode mnie chcesz? Tak samo jak twój przyjaciel będziesz mnie nachodził wszędzie, gdzie tylko pójdę? - zapytałam wyrywając rękę z jego uścisku i odwracając się do niego tyłem. Podparłam się rękoma o niski blat, na którym stały maszyny do robienia kawy i również już puste przeźroczyste szafki na ciasta.
- Jak to? On cię nachodzi? - zapytał, a ścierka która jeszcze przed chwilą znajdowała się w mojej dłoni teraz leżała na ziemi.
- Co? To ty o niczym nie wiesz? - zapytałam odwracając się do niego twarzą. Pokręcił tylko głową, a za chwilę się odezwał.
- Słyszałem tylko o tym, że wpadł na ciebie w parku, gdy spacerował z Bobem, a potem jak przyszliśmy tutaj całą piątką. I tyle. - wyjaśnił. -  A zdarzały się inne sytuacje? - zapytał po chwili ciszy panującej między nami.
- Tak. W sobotę mnie śledził od uczelni pod moje mieszkanie, a dziś po południu znowu mnie nawiedził. - wyjaśniłam podnosząc głowę w górę i patrząc na bruneta. Jego brwi prawie się stykały ze sobą, co by oznaczało iż chłopak intensywnie się nad tym zastanawia.
- On oszalał. - mruknął, raczej do siebie niż do mnie. - Znowu robi tak samo co z Emily. - dodał nieco ciszej, także musiałam wytężyć słuch, aby go dobrze usłyszeć.
- Jaka Emily? - zapytałam, a chłopak podniósł głowę i popatrzył na mnie przerażonym wzrokiem. - Już raz o niej mówiłeś, wtedy na uczelni. - dodałam, a za chwilę zakryłam sobie usta dłonią przypominając sobie, że przecież podsłuchałam jego rozmowę z Tajemniczym.
- Jak to na uczuelni? Kiedy? - zapytał zaciekawiony, choć w jego głosie można było usłyszeć nutkę zdenerwowania połączoną z irytacją.
- W sobotę. Przepraszam, ale podsłuchałam twoja rozmowę. - powiedziałam, a wzrok chłopaka gorączkowo mnie obserwował. Na początku był nieźle na mnie wkurzony, ale po chwili jego złość całkiem mu przeszła i lekko się do mnie uśmiechnął.
- Nic się nie dzieje. - odpowiedział, a ja mogłam spokojnie odetchnąć. - W sumie sprawa tyczy się ciebie, bo to ty jestem w niebezpieczeństwie. - dodał wyjaśniając, a moje oczy podwoiły swoje rozmiary.
- Jak to w niebezpieczeństwie? - zapytałam. - Żartujesz sobie ze mnie? - miałam nadzieję, ze chłopak faktycznie robi sobie ze mnie żarty.
- No pewnie. - odpowiedział śmiejąc się ze mnie. Drań jeden.
- Normalny jesteś? Chcesz żebym tutaj zemdlała? - złapałam się za serce próbując nieco uspokoić.
- Przepraszam, chciałem jakoś rozładować napiętą atmosferę, bo zauważyłem że jesteś nieco spięta. - wyjaśnił.
- Raczej nie rozładowałeś, a zaostrzyłeś ją jeszcze bardziej. - powiedziałam zgodnie z prawdą. Ech ci faceci i ich małe móżdżki.
- Dobra, dobra nie gniewaj się na mnie. - uniósł dłonie w geście obronnym śmiejąc się ze mnie.
- Nie gniewam, po prostu mnie wystraszyłeś. A od ostatniego piątku żyję w strachu, więc nie dziw się że tak zareagowałam. - wyjaśniłam, a chłopak przybrał minę niewiniątka, ale zarazem widziałam jak się przejął gdy wspomniałam o tym, że się boję.
- Przepraszam, nie wiedziałem że tak to odczuwasz. Po prostu Louis, on cóż... - zaciął się na chwilę, ale po chwili namysłu kontynuował. - Troszczy się o osoby, na których mu zależy. - Co? Louisowi na mnie zależy? Jakim cudem? Przecież on mnie w ogóle nie zna.
- Troszczy się o mnie? Jak? Przecież on mnie nie zna. - odpowiedziałam zbulwersowana.
- Wiesz on myśli, że ty jesteś pewną dziewczyną, która...
- Która ma na imię Emily. - przerwałam mu domyślając się co chłopak ma na myśli.
- Tak. - potwierdził moje przypuszczenia.
- Co się z nią stało? - zapytałam. Wcale nie chciałam znać odpowiedzi, ale byłam tak bardzo ciekawa co tą dziewczynę łączy ze mną, że musiałam zapytać, choć wcale tego nie chciałam.
- Nie powinienem ci o niej wspominać. Zapytaj Louisa, niech on ci wszystko wyjaśni. - powiedział wstając i schodząc z wysokiego stołka, zabierając ze sobą kluczyki od samochodu. - Przyszedłem tutaj tylko, aby cię ostrzec przed Louisem. Lepiej go nie denerwować. - dodał, a ja zamarłam. Co to znaczy, żeby go nie denerwować? Czy chłopak jest zdolny do wszystkiego?
- Co to znaczy? - zapytałam.
- Nie daj się nabrać jego sztuczkom. Zrobi wszystko, aby być blisko ciebie i cię ochraniać.
- Ale ja nie potrzebuję ochrony. - dodałam.
- Jemu to powiedz. - wzruszając ramionami chwycił klamkę i już miał ją naciskać, gdy krzyknęłam za nim.
- Czekaj! - odwrócił się i patrząc na mnie zrobił widoczny ruch podbródkiem nakazujący mi mówić.
- Ja nawet nie wiem jak ty masz na imię. - wyjaśniłam mój nagły wybuch. Brunet tylko się zaśmiał, po czym odpowiedział.
- Liam. Liam Payne. - wyjaśnił i już go nie było, a drzwi zamknęły się z głośnym trzaskiem.
Teraz to dopiero mam do myślenia. Kim jest ta tajemnicza Emily? I co ona ma wspólnego ze mną? I dlaczego ten cały Liam tutaj przyszedł? Zwłaszcza o tej porze?
Nie wiem, teraz potrzebuję tylko swojego łóżka i snu. Dużej ilości snu.
Tylko jak tu zasnąć?  Bo gdy tylko zamykam oczy widzę Tajemniczego i jego przeszywający mnie wzrok.

________________________________________________________________________________
Przepraszam, że musieliście tyle czekać na 3 rozdział.
Upały spowodowały, że straciłam wenę. Nigdy tak nie miałam, dziwna sprawa.
Starałam się ją jakoś odzyskać przez czytanie książek, czy oglądanie filmów.
I chyba mi się to udało, bo pisało mi się znacznie lepiej niż na przykład wczoraj czy przedwczoraj.
Ale ocenianie, należy do Was.
A widzieliście wczorajsze zdjęcia Louisa ze ślubu jego mamy?
Ja normalnie padłam na podłogę i leżałam na niej dobre 10 minut zanim doprowadziłam się do normalności.
Louis w garniturze, do tego w okularach przeciwsłonecznych, to przecież za dużo dla mojego biednego serca.
Pewnie większość z Was, czytających moje opowiadanie to, Louisgirls. 
Więc dziewczyny!  
Zapamiętajmy ten dzień na długo, bo nie często jest nam dane widzieć Louis w garniturze :)
Kocham i dzięki, że jesteście ze mną :)
Na koniec przypominam o zakładce INFORMOWANI.
Do następnego :)


11 komentarzy:

  1. Super rozdział :) :)

    OdpowiedzUsuń
  2. zawalisty! Chociaz na początku myslalam ze to Zayn jest tym w którym kocha sie Ve :p

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wystarczyło sie lepiej wczytac we wczesniejszych rozdziałach :)

      Usuń
  3. Hahaha nie spodziewalam sie takiego czegos. Myślałam ze Lou bedzie psychiczny tu i Jo gdzies wywiezie albo uprowadzi. Ale naszczescie jest ok :) cieszę się i czekamy na nexta z niecierpliwością ! :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie Jo, Emme :)
      Jo była w poprzednim opowiadaniu :)

      Usuń
  4. Jestem ciekawa co Louis kombinuje. Bo to takie tajemnicze.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. + już wiem dlaczego na nagłówku są dwie różne dziewczyny ;)

      Usuń
    2. Przecież to jest jedna i ta sama dziewczyna.
      Nie wiem, gdzie Ty tam widzisz dwie różne dziewczyny.

      Usuń
    3. Przecież jedna ma jasne włosy a druga ma czarne.

      Usuń
    4. Mogę Cię zapewnić, że to jedna i ta sama osoba.
      Sama robiłam ten nagłówek, więc wiem najlepiej :)
      Poza tym istnieje coś takiego jak farba do włosów :)

      Usuń
  5. Kochaaam. Powiem tylko tyle
    Ola

    OdpowiedzUsuń