piątek, 26 września 2014

ROZDZIAŁ 29.

PRZECZYTAJ NOTKĘ POD ROZDZIAŁEM



- Czyś ty oszalała? - cały alkohol ze mnie wyparował po tej całej chorej akcji, którą Ve mi zafundowała.
- No co? Chciałam, żeby chłopak wiedział że nie płaczesz za nim i nie czekasz na jego telefon. - odpowiedziałaVe śmiejąc się głośno rozwalona na mojej kanapie.
- Jaka ty jesteś głupia. Sama mówiłaś, że zapewne uda nam się do siebie wrócić, a teraz wyskakujesz z takim głupim tekstem.
- Przestań, chodź się jeszcze napić. - powiedziała,a ja wkurzona na nią odwróciłam się do niej tyłem i wyszłam z salonu. To miał być taki fajny wieczór, świętowanie zakończenia egzaminów, rozpoczęcie wakacji. A co się stało? Ve wszystko zepsuła i teraz nie wiem czy będzie jakakolwiek szansa, aby Louis zechciał do mnie wrócić. Jestem tak strasznie na nią zła, zła na siebie że pozwoliłam jej coś takiego powiedzieć. Zła na cały świat. Dlaczego w moim życiu tak się teraz dzieje? Chciałam z nim porozmawiać i nie sądziłam, że odważę się do niego zadzwonić po pijaku. Ale to alkohol spowodował, że odważyłam się wybrać jego numer.
Jaka ja głupia byłam. Gdyby nie mój nagły impuls i chęć usłyszenia jego głosu zapewne nadal miałby nadzieje na to, że uda nam się wrócić do siebie. A teraz? Wszystko poszło na marne i straciłam Louisa.

***

Nie wiem jak to się stało, że wstałam rano w łóżka. Czułam jakby ktoś uderzał mnie czymś metalowym w głowę. Miałam wrażenie, że zaraz mi czaszka eksploduje z bólu.
Spojrzałam na zegarek stojący na szafce obok łóżka i dostrzegłam ,że jest 6:20. Pomyślałam, że to młoda godzina i zdziwiłam się zarazem że wstałam tak wcześnie. Zastanawiałam się, czy jak wejdę do salonu zastanę po pierwsze niesamowity bałagan spowodowany wczorajszą nocą, a po drugie czy zobaczę tam Ve. Myślę, że i jedno i drugie bo moja siostrzyczka nigdy nie była chętna do sprzątania, z tego co pamiętam gdy u niej spałam.
Owinięta ciasno puszystym, beżowym ręcznikiem weszłam do salonu, a tam.... wszystko idealnie posprzątane i błyszczące, a kuchnię wypełniał niesamowity zapach świeżo zaparzonej kawy i chyba bułek.
- Dzień dobry śpiochu. - przywitała się ze mną Ve, gdy tylko zobaczyła mnie wchodzącą do kuchni.
- Hej – odpowiedziałam cicho. Nadal byłam na nią wściekła z ten głupi komentarz o chłopakach, których rzecz jasna tutaj nie było i nigdy nie będzie. Jedynym facetem, który tutaj przebywał był, jest i mam nadzieję że będzie Louis.
- Gniewasz się na mnie? - zapytała, gdy usiadałam przy małym stoliczku stojącym pod ścianą, a naprzeciwko Ve.
- Wiesz, że to było niepotrzebne prawda? -zapytałam podnosząc na nią swój wzrok.
Kiwnęła tylko głową zgadzając się ze mną.
- Wiem i przepraszam. Jeśli będzie taka potrzeba to mogę porozmawiać z Louisem i wyjaśnić mu że byłam pijana i nie wiedziałam co mówię ani jak się zachowuję. - wyjaśniła siadając naprzeciwko mnie i kładąc przede mną pachnącą kawkę.
- Zgoda? - zapytała, a ja patrzyłam na nią taką smutną z powodu, że się pokłóciłyśmy.
- Kawa mnie przekonała. - powiedziałam wskazując na ciemny kubek wypełniony płynem dającym mi kopa na cały dzień. Ve tylko się uśmiechnęła i wróciła do przygotowywania dla nas śniadania.
- To śniadanie na przeprosiny. - wyjaśniła stawiając przede mną cały talerz wypełniony kanapkami z przeróżnymi dodatkami. To ser żółty, szynka, ogórki, a pomidory koktajlowe, które uwielbiam.
- Ve, ale moja lodówka zawsze świcie pustakimi więc skąd ty to wszystko wytrzasnęłaś? -zapytałam patrząc na przyjaciółkę wzrokiem, który miał jej podziękować.
- Skelpik zaraz za rogiem jest nieźle wyposażony i do tego bardzo tani. - wyjaśniła, a ja przytaknęłam. Zgadza się, byłam tam kilka razy i muszę przyznać, że sklep jest maleńki ale ma wszystko czego potrzeba do przygotowania posiłków.
- Dziękuję. - podziękowałam cicho i zaczęłam wcinać kanapki popijając czarnym napojem.
Pół godziny później wyszłyśmy z mojego mieszkania i powoli przez nogę Ve w gipsie udałyśmy się w stronę metra. Śmiałam się z Ve, że chodzi jak kaleka, ale ona nic sobie z tego nie robiła, a wręcz przeciwnie śmiała się razem ze mną ze swojej nieporadności.
Nie poruszałam tematu nocy, w której jej się to stało. Dość się dziewczyna w życiu wycierpiała i jeszcze brakowałoby tego, abym ja dodała jej do tego swoje pięć groszy.
Pięć kolei podziemnych nam uciekło przez Ve, ale nie byłam na nią za to zła. Cieszyłam się, że nie muszę sama jechać do pracy i wiem że przy niej choć trochę jestem bezpieczna.
- Wracasz do pracy, prawda? - zapytałam, gdy usiadłyśmy obok siebie na plastikowych krzesełkach.
- Jasne. - odpowiedziała, a mi serce aż podskoczyło słysząc jej słowa. Przynajmniej nie będę się nudzić i patrzeć jak Tom stara się zaimponować Emily swoimi nieudanymi sztuczkami. - Dzwoniłam do pani Jones i pytałam czy mogę wrócić. No wiesz, z nogą w gipsie. - wskazała na swojego zabazgranego przyjaciela.
- I jak? - zapytałam, bo byłam ciekawa co takiego pani Jones jej odpowiedziała, ale zapewne sadząc po jej minie coś miłego i podnoszącego na duchu.
- Powiedziała, że bardzo się ucieszy jak wrócę do pracy. - wyjaśniła z uśmiechem na ustach.
- To dobrze, że już wracasz. Przynajmniej będę miała z kim pogadać w takcie przerwy. - oznajmiłam.
- Jak to, a Tom? - zdziwiła się Ve i była wyraźnie zainteresowana dlaczego nie rozmawiam z chłopakiem.
- Tom ma teraz inne rzeczy na głowie.
- To znaczy?
- Mamy nową kelnerkę o imieniu Emily i ona chyba mu się podoba, a raczej na pewno mu się podoba i robi wszystko by jej zaimponować. Stłukł już chyba z dwadzieścia, jak nie więcej, szklanek. - wyjaśniłam, a Ve wybuchnęła śmiechem. Dobrze, że obok nas było zaledwie kilka osób więc nie zwróciłyśmy na siebie zbytniej uwagi.
- Ja muszę to zobaczyć Em. - powiedziała ocierając kąciki oczu, w którym zgromadziły się łzy wywołane śmiechem.
- Warto, uwierz mi. - odpowiedziałam również się śmiejąc i obawiając jak dzisiejszy dzień będzie wyglądał.

***

Przez pierwszą połowę mojej zmiany starałam się ignorować Toma i jego zaczepki wobec Emily. Ale kątem oka patrzyłam w ich stronę jak żwawo ze sobą rozmawiają, jak się razem śmieją, jak patrzą na siebie z wyraźnym zainteresowaniem. Tak też patrzył na mnie Louis, gdy próbował się ze mną umówić. Tęsknie za nim i to bardzo.
Chciałabym wiedzieć co teraz robi, chciałabym do niego zadzwonić, ale to nie jest takie proste.
Komuś może się wydawać, że podniesienie telefonu i wybranie numeru chłopaka jest banalne, ale nie dla mnie. Nie po tym co się stało między nami.
Wiem, że głupio zrobiłam rozstając się z nim, ale nie potrafiłam inaczej. Musiałam to zrobić, nie mogłam pozwolić na to, aby chłopak zniszczył sobie relacje ze swoją rodziną.
Nie mogłam mu na to pozwolić. Jego babcia razem z mamą zapewne by mnie za to zjadły i nie miałabym życia. Może jakoś to wszystko się poukłada i zostaniemy przyjaciółmi? Ale ja głupoty plotę, prawda? Jak mogłabym zostać z kimś przyjacielem skoro kiedyś go kochałam, a raczej nadal kocham i to jest w tym wszystkim najgorsze. Nawiedza mnie w snach, gdy robię zakupy i w pracy, a teraz stoi naprzeciwko mnie i uśmiecha się do mnie.
- Przepraszam, proszę pani. - Louis pomachał mi przed oczami ręką przywołując mnie na ziemię.
Louis? Przecież to nie jest Louis. Otrząsnęłam się z zamyślenia i popatrzyłam na chłopaka stojącego przede mną.
- Przepraszam bardzo. - zawstydzona spuściłam głowę w dół. - Coś podać? - zapytałam po chwili, gdy wróciłam do rzeczywistości.
- Tak, poproszę latte na wynos. Tylko szybko. - powiedział zdenerwowany.
- Już się robi i jeszcze raz przepraszam. - przeprosiłam jeszcze raz i odwróciłam się, aby zrealizować jego zamówienie.
Louis nawet w pracy musi mi przeszkadzać mimo tego, że jego tutaj nie ma, ale siedzi w mojej głowie.
- Proszę bardzo. - powiedziałam stawiając przed nim papierowy kubek z gorącym napojem.
- Dziękuję. - odpowiedział wściekle po czym odwrócił się za siebie i wyszedł z kawiarni, a ja zaczęłam obsługiwać następnych klientów starając się nie myśleć o chłopaku, który wlazł w moje serce i nie chce z niego wyjść.



Perspektywa Louisa


Od rana starałem się skoncentrować na pracy, ale za każdym razem moje myśli wracały do Emmy.
Czy dziewczyna jest bezpieczna? Czy myśli o mnie? Czy nadal mnie kocha?
Starałem się, naprawdę się starałem myśleć o pracy i o tym że za godzinę mam naprawdę ważne spotkanie z jednym z klientów, ale nie mogłem się na niczym skupić. W mojej głowie cały czas siedziała brunetka i nie chciała wyjść. Zastanawiałem się czy jest dziś w pracy, a znając ją na pewno tak jest. Chciałbym do niej pojechać, powiedzieć że ją kocham i bardzo mi na niej zależy. Ale wiem że gdybym to zrobił znienawidziłaby mnie jeszcze bardziej za to. Jestem pewien, że jest teraz szczęśliwa beze mnie. Ma spokój, o którym zawsze marzyła, nikt nie siedzi jej na głowie, a zazwyczaj byłem to ja.
Właśnie przeglądałem grafik na ten tydzień, gdy zadzwonił mój telefon komórkowy. Błagałem, aby to była Emma, ale jakież było moje wielkie zdziwienie gdy okazało się ze to Liam.
- Co jest? - zapytałem na wstępie.
- Pilnuję kawiarni, w której pracuję Emma, tak jak mi poleciłeś. - zaczął, a ja od razu wstałem z fotela. Czułem jak moje serce zaczyna szybciej bić na samo wspomnienie dziewczyny, ale coś musiało być nie tak skoro Liam do mnie zadzwonił i to w dodatku w samo południe.
- No mów co dalej. - rozkazałem zdenerwowany przechadzając się po moim gabinecie.
- Nic się nie dzieje strasznego Louis. Po prostu jakiś podejrzany typek się tutaj kreci od jakiegoś czasu i wygląda naprawdę jakby chciał kogoś zaatakować, albo czeka na swoją ofiarę. - teraz całe powietrze odpłynęło z moich płuc.
- Kurde, nie mogę przyjechać. Zaraz mam ważne spotkanie z klientem i nie mogę tego przełożyć. Pilnuj go dobra? - poprosiłem, a Liam przyjął moje polecenie po czym się rozłączył.
Co to za typek się kręci pod kawiarnią Emmy? Czego on chce? A może to po prostu przypadkowy przechodzień i może czeka na kogoś z kim się umówił, a ja wpadam w panikę. Mam nadzieje, że taka jest prawda a Liam się pomylił i Emmie nie zagraża niebezpieczeństwo.
Gdy po spotkaniu z bardzo ważnym dla mojej firmy klientem wyszedłem na korytarz, aby zapytać moją asystentkę - Andree o coś ważnego dostrzegłem, że na jednej z kanap siedzi nie kto inny, jak moja babcia.
Zdziwiłem się na jej widok, a Andrea powiedziała.
- Właśnie miałam do pana dzwonić i oznajmić, że pańska babcia tutaj przyszła, ale mnie prezes uprzedził. - uśmiechnęła się do mnie na koniec bardzo ładnie, ale ja to zignorowałem. Kiedyś myślałem, że dziewczyna mnie podrywa i nie myliłem się, gdy podczas jednej imprezy z pracownikami mnie pocałowała. Ale od tamtego czasu nie poruszamy tego tematu, a ona gdy tylko nadarzy się taka okazja flirtuje ze mną, a ja standardowo ją odtrącam, bo przecież już jedna kobieta jest w moim sercu, prawda?
- Babcia? A co ty tutaj robisz? - zapytałem starszą kobietą podchodząc do niej bliżej i zapinając marynarkę garnituru na jeden guzik.
- Louis, kochanieńki mój. Tak się cieszę, że cię widzę. Możemy porozmawiać? - zapytała próbując wstać, ale ją powstrzymałem.
- A o czym chcesz ze mą rozmawiać babciu? Nie jasno się wyraziłem ostatnio, że nie zamierzam utrzymywać z wami kontaktów? - zapytałem wkurzony widokiem jej tutaj, w moim biurze. Jak ona w ogóle, śmiała tutaj przychodzić?
- Chciałam cię przeprosić Louis, za to co mówiłam o was. - zaczęła, a ja rozejrzałem się wokoło siebie i zobaczyłem, że moi pracownicy nam się przyglądają.
- Chodź, porozmawiamy w moim gabinecie. - postanowiłem wstając i pomagając kobiecie wstać z kanapy. Poprowadziłem ją do mojego gabinetu, w między czasie karząc Andrei.
- Nie łącz mnie z nikim dopóki nie skończę rozmowy, jasne? - wskazałam na nią palcem, a ona odpowiedziała.
- Oczywiście panie prezesie.
Zamknąłem za nami drzwi i poprowadziłem babcię do jednej z kanap i pomogłem jej na niej usiąść.
- Przyjechałam tutaj aby cie przeprosić i te twoją dziewczynę też. - zaczęła babcia, a szklanka którą akurat trzymałem w dłoni prawie że mi wyleciała z ręki.
- Jeszcze raz, po co tu przyjechałaś? - zapytałem odwracając się do kobiety i podając jej szklankę z wodą.
- Przeprosić ciebie i twoją dziewczynę.
- Obawiam się, że to już nie będzie konieczne. - powiedziałem upijając łyk wody ze szklanki i siadając naprzeciwko babci.
- Co? Dlaczego? - zapytała wyraźnie zainteresowana moimi słowami.
- Bo Emma mnie zostawiła. Rozstaliśmy się. - wyjaśniłem przypominając sobie cały ten ból, który czułem, gdy mi to powiedziała.
- Jak to?
- Jak to? Ty się jeszcze pytasz jak to? Przez ciebie i mamę i wasze wredne komentarze co do jej osoby. Naprawdę nie myślałyście, że jej to sprawi przykrość? Że może dziewczyna to bardzo przeżywała? - zapytałem zirytowany głupimi pytaniami babci, ale też samą jej tutaj obecnością. Naprawdę starałem się odciąć od tej rodziny i nie mieć z nią nic wspólnego. Pomijając moje młodsze siostry, które nie są niczemu winne i nie powinny na tym cierpieć.
- Ja nadal nie zmieniłam zdania o niej, ale chciałam ją po prostu przeprosić za to jak tak o niej mówiłam. - sprostowała babcia odkładając szklankę na stolik przed sobą.
- Wiesz jak to beznadziejnie brzmi? - zapytałem wstając i podchodząc do okna.
- Skrzywdziłyście jedną z najważniejszych osób w moim życiu. Ona była, jest nadal dla mnie ważna.
- To o nią walcz. - zaproponowała babcia.
- Tyle, że ona mnie już nie chce. I to wszystko przez was. Boże, gdybym nie zabrał jej do domu to zapewne nadal bylibyśmy razem, a ja wciąż byłbym szczęśliwy. - powiedziałem nie patrząc na nią.
- Tak mi przykro Louis.
- Nie chcę twojego żałosnego pocieszenia. - powiedziałem odwracając się do niej twarzą i kładąc szklankę z głośnym hukiem na biurko, aż babcia podskoczyła.
- Zrozumiałam kilka rzeczy przez te ostatnie tygodnie, gdy ciebie nie widziałam. Zrozumiałam, że nie warto wtrącać się do czyjegoś życia i dawać rad, bo i tak nikt ci za to nie podziękuje.
- Rady? Jakie znowu rady? - nie wytrzymałem i podniosłem głos. - Takie, żeby rozstać się z kimś bo ten ktoś nie jest dla ciebie dobry? - zapytałem podchodząc bliżej kobiety siedzącej na kanapie. - Albo mówić przy niej nieprzyjemne rzeczy o niej samej? - z każdym wypowiadanym przeze mnie pytaniem podchodziłem do niej bliżej. - Albo oskarżać ją o to, że była ze mną tylko dla moich pieniędzy a nie dlatego że mnie kocha? - stanąłem naprzeciwko, a babcia cała zesztywniała. Wiem że to jest starsza kobieta i nie powinienem tak się wobec niej zachowywać, ale już nie wytrzymałem. Sama jej obecność działała na mnie jak płachta na byka i nie rozumiałem po jaką cholerę ona tutaj przylazła. Przeprosić, przypomniałem sobie. Gówno prawda, chciała jeszcze bardziej nagadać na Emmę i przekonać mnie do tego jaka ona jest zła, niedobra i w ogóle same najgorsze rzeczy o niej.
- Uspokój się Louis i usiądź. Porozmawiajmy na spokojnie. - nakazała wskazując na kanapę stojącą w tym momencie za mną.
- Ja mam się uspokoić? Czy ty się słyszysz? Babciu. - ostatnie słowo zaakcentowałem.
- Zawsze uważałem, że bycie babcią polega oczywiście na rozpieszczaniu wnuków i nie tylko, ale też na tym, żeby ofiarować im dobrą radę jak postępować, jak żyć. Ale widzę, że w naszym przypadku jest dokładnie inaczej. Okej, dajesz mi rady, ale one nie są dobra a złe i takie które odbijają się na moim zdrowiu co nie jest dla mnie dobre. - powiedziałem odsuwając się od niej i siadając za biurkiem.
- Zawsze byłeś moim ulubionym wnukiem. Najmądrzejszym, najlepszym, najwspanialszym. Zawsze starałam się ci pomóc, a teraz ty mi się tak odwdzięczasz? - zapytała ze łzami w oczach.
- Odwdzięczam? Niby czym? - zapytałem kładąc łokcie na blacie biurka i spoglądając na nią.
- Tym, że mnie nie słuchasz. Mówiłam ci, że ta dziewczyna zrobi ci niewyobrażalną krzywdę, ale ty byłeś głuchy na moje ostrzeżenia. - wyjaśniła.
- Gdyby nie ty, byłbym teraz bardzo szczęśliwy i nie martwiłbym się tym, czy Emma jest bezpieczna, a może zagraża jej jakieś niebezpieczeństwo. - powiedziałem o ton głośniej niż normalnie.
- A jeszcze twoja intryga? Co to miało w ogóle być? - zapytałem, a babcia która miała spuszczoną głowę w dół podniosła ją, a w jej oczach widziałem poirytowanie faktem, że wiem o tym.
- Skąd o tym wiesz? - zapytała prostując się.
- Nie ważne skąd, ważne że wiem. - odpowiedziałem wstając z fotela i stając przed biurkiem.
- Lottie ci powiedziała? - zapytała, a ja aby nie dać po sobie poznać że to prawda zachowałem kamienną twarz z takim samym wyrazem jak wcześniej.
- A co Lottie ma do tego? Nie mieszaj dziewczynek w tą sprawę, jasne? - pogroziłem.
- Louis to wszystko miało być inaczej. Miałeś znaleźć sobie ładną, zgraną, mądrą dziewczynę która dawałaby ci szczęście i którą mógłbyś kochać nad życie. - powiedziała babcia.
- Tak i to ty miałaś mi ją niby wybrać? - zapytałem po czym zacząłem się głośno śmiać.
Babcię zamurowało, czyli już wiedziałem że ta decyzja należała do niej.
- Serio babciu? Serio? Nie będziesz mi ustawiać życia, ani decydować o tym jak mam je przeżyć, bo to jest moje, powtarzam ci moje życie i jak będę chciał się z kimś związać to się z nim zwiąże, a tobie nic do tego. - powiedziałem dobitnie, a babcia wstała z kanapy i po prostu sobie wyszła z mojego gabinetu czym mnie zaskoczyła, bo naprawdę nie spodziewałem się że tak się zachowa.
Poszedłem za nią i obserwowałem jak wsiada do windy, która zawozi ją na sam dół.
- Wow. - szepnąłem tylko, po czym bez żadnych spojrzeń w stronę sekretarki wszedłem do gabinetu.
Po kilku sekundach wyszedłem z pomieszczenia i krzyknąłem do Andrei.
- Przełóż to spotkanie na jutro. - rozkazałem, a dziewczyna wstała ze swojego fotela i zdziwiona moim zachowaniem powiedziała.
- Ale jak to? To ważny klient.
Odwróciłem się za siebie i popatrzyłem na nią wkurzonym wzrokiem.
- Nie obchodzi mnie to jak to zrobisz. Masz to zrobić i koniec.
Wsiadłem do windy i zjechałem na sam dół.
Nie chciałem oczywiście gonić babci, bo nawet nie miałem na to ochoty. Po prostu dowiedziałem się o niej czegoś okropnego i nie zamierzam z tą kobietą utrzymywać już więcej kontaktów. Nigdy z życiu.
Gdy już byłem na samym dole spojrzałem na godzinę. Dochodziła szesnasta, czyli Emma zaraz skończy pracę. Muszę się pośpieszyć, aby zdążyć ją złapać zanim znów mi zniknie.
Odnalazłem moje auto stojące samotnie na dużym parkingu pod biurowcem i wsiadając do środka odpaliłem szybko silnik i z piskiem opon wyjechałem na londyńskie ulice.
Pogoda dziś dopisywała, było naprawdę ciepło jak na mój ukochany Londyn. Może i ja nie czułem się za dobrze psychicznie, ale starałem się mieć nadzieje, że jednak dziś to będzie ten dzień w którym Emma mi przebaczy i wrócimy do siebie. Nie mogę dłużej bez niej żyć. Czuję, że jestem jak kwiatek bez wody. Usycham bez niej. Nie potrafię normalnie funkcjonować, nie potrafię normalnie myśleć, nie umiem sobie poradzić z uczuciem odrzucenia przez nią.
Gdy już zbliżałem się do kawiarni, w której dziewczyna pracowała zauważyłem samochód Liama i innego ochroniarza, którzy cały czas obserwowali kawiarnię. Emma nie była tego świadoma, że ktoś cały czas ją pilnuje. Nawet nie zauważyła Liama chodzącego za nią codziennie, nawet gdy idzie do sklepu.
Zaparkowałem na tyłach kawiarni i wysiadłem z samochodu. Podszedłem do czarnego Audi stojącego z boku, tak aby nikt go nie widział i wsiadłem na tylne siedzenie za Liamem.
- I jak? - zapytałem pochylając się między siedzeniami do przodu i obserwując ekran komputera, który podzielony był na cztery identyczne kwadraty, na których pokazany był obraz z kamer zainstalowanej przed kawiarnią, w kawiarni, na zapleczu i na tylne wyjście.
- Wszystko w porządku. Ten facet, o którym ci przedtem mówiłem poszedł z jakąś młodą dziewczyną. Może właśnie na nią czekał, ale wolałem być ubezpieczony i ci o tym powiedzieć, bo wydawał mi się naprawdę szkodliwy.
- Dzięki. Cieszę się, że sobie poszedł bo jakby tak czekał na Emmę to nie wiem co bym mu zrobił. Jeszcze miałem irytujące spotkanie przed przyjazdem tutaj i naprawdę współczułbym temu chłopakowi. - powiedziałem a Liam odwrócił się na siedzeniu bokiem do mnie i zapytał.
- Coś poważnego?
- Nie, tylko babcia mnie odwiedziła, a jej przeprosiny mnie zdenerwowały i tyle. Nic czym trzeba się przejmować dam sobie z tym radę. Gorzej będzie z Emma. - powiedziałem obserwując wnętrze kawiarni na małym ekranie i patrząc cały czas na dziewczynę obsługującą klientów przy kasie. Byłem tak szczęśliwy móc ją zobaczyć po tych wszystkich beznadziejnych i nic nie owocujących spotkaniach, że naprawdę się cieszyłem.
- Emma jest dziś bardzo rozkojarzona. - oznajmił mi drugi ochroniarz, Brian.
- Tak? A co się dzieje? - zapytałem.
- Nie wiem, po prostu ja widzę jak ktoś nie potrafi sobie z czymś poradzić i chodzi taki nieobecny, a Emma taka dziś jest. - zauważył Brian, czym mnie zaintrygował.
- A możesz coś jeszcze wywnioskować po jej zachowaniu? - zapytałem.
- Myśli o czym intensywnie, skubie lakier na paznokciach co jest dowodem na to że się czym stresuje i martwi. - Liam popatrzył na mnie i przytaknął na słowa kolegi.
Emma odkąd pamiętam zawsze obgryzała paznokcie i zdrapywała lakier. To był taki jej dziwny nawyk, którego nigdy nie potrafiła się pozbyć.
Popatrzyłem na zegarek zapięty na moim nadgarstku. Jeszcze pięć minut i Emma skończy pracę, a jakieś dziesięć i wyjdzie z kawiarni. Zacząłem się denerwować i przyłapałem się na tym, że obgryzam paznokcie.
Liam to zauważył i powiedział.
- Nie bój się. Pogadasz z nią i ci przebaczy, zobaczysz. - na koniec uśmiechnął się do mnie, a ja chciałem go udusić za jego głupie słowa.
Skąd on to może wiedzieć? Nigdy nie miał dziewczyny, a radzi mi co mam zrobić z własną.
Podobnie radził mi, gdy byłem z Emily i również się pokłóciliśmy, a Liam wyleciał z głupią radą której posłuchałem oczywiście. Poradził mi, żebym z nią pogadał, a za tydzień Emily już nie żyła. Dlatego dzisiaj go nie posłucham i zrobię to co mi podpowiada serce. Upadnę na kolana i będę błagał Emmę o wybaczenie. W sumie ja nic nie zrobiłem, ale moja rodzina, a konkretniej babcia razem z mamą, a teraz ja muszę to naprawić abym w końcu mógł być w pełni szczęśliwy i Emma również.
- Przestań mi radzić, bo gówno z tego wyjdzie. - powiedziałem i wysiadłem z samochodu, gdy tylko zobaczyłem dziewczynę wychodzącą z kawiarni. Obok niej pojawiła się Ve, która gdy tylko zobaczyła mnie idącego w ich stronę ulotniła się i wróciła do wnętrza kawiarni. Emma zdezorientowana obserwowała co robi jej siostra, a gdy tamta pokazała palcem na mnie, stojącego za plecami dziewczyny, odwróciła się i jej oczy spotkały moje.
To było jak spełnienie marzeń – móc w końcu ją zobaczyć. Spojrzeć w jej piękne oczy, jej idealną jasną cerę oraz bujne włosy spięte teraz w kucyka.
- Louis. - wyszeptała tylko i cofnęła się o krok w tył.
- Cześć. - przywitałem się z nią ostrożnie. Chciałem ją pocałować w policzek na przywitanie, ale bałem się że to za wcześnie i dziewczyna się ode mnie odsunie, a ja poczuję się jakbym dostał mocny cios w brzuch.
- Co ty... - zaczęła się rozglądać wokół siebie i wtedy dostrzegła czarny samochód mojej ochrony.
- Obserwowałeś mnie. - wskazała na auto stojące za nami.
- Ostatnie piętnaście minut. - wyjaśniłem. - Emma posłuchaj. - zacząłem, ale dziewczyna mi przerwała.
- Nie, to ty posłuchaj Louis. Nie wiem czy nie wyraziłam się wczoraj jasno, ale ja do ciebie nie wrócę. Ne potrafię być z tobą, gdy twoja rodzina mnie nie akceptuje. - powiedziała dobitnie, czym mnie zasmuciła.
- Ale ty nie jesteś z nimi, tylko ze mną. I to ja powinienem być dla ciebie najważniejszy. - zauważyłem, a dziewczyna spuściła głowę i zaczęła nią kiwać na prawo i lewo.
- Louis, Louis, Louis. I co ja mam z tobą zrobić? - zapytała.
- Wróć do mnie. - odpowiedziałem szczerze i zgodnie z prawdą, jaka chciałem aby była.
Emma uniosła głowę i spojrzała na mnie pełna zdziwienia.
- Wiesz, że to nie jest takie proste, a ja nie chcę abyś nie utrzymywał kontaktów ze swoja rodziną ze względu na mnie. Twoje siostry potrzebuję starszego brata i muszą czuć, że jesteś dla nich. A gdy będziesz ze mną nie mógłbyś się nimi zając. - odpowiedziała, a całe powietrze uleciało z moich płuc.
- Przecież dziewczynki mogą do mnie, do nas – poprawiłem – przyjeżdżać kiedy tylko będą chciały.
- A twoi rodzice? Oni też chcą mieć z tobą kontakt, a ja to uniemożliwiam Louis, rozumiesz? - zapytała, a ja pokiwałem głową rozumiejąc. Emma ma rację, ale ja chcę z nią być i muszę sprawić aby i ona też tego chciała.
- Rozumiem twoje obawy, ale zrozum że jak pokażemy im że chcemy być razem i zastraszania mojej babci nie wpłyną na nasze życie, to zobaczysz że w końcu odpuszczą i ciebie zaakceptują. - powiedziałem z nadzieją w głosie, a Emma przyglądała mi się rozmarzonym wzrokiem.
- Tęskniłam za tobą. - w końcu odezwała się mówiąc tak cicho, że ledwie ją dosłyszałem, a na moich ustach zagościł ogromny uśmiech wywołany jej krótkim, ale zawierającym obietnicę zdaniem.
- Ja za tobą też maleńka, nawet nie wyobrażasz sobie jak bardzo. - powiedziałem i chciałem ją przytulić, a ona czym mnie zaskoczyła wtuliła się we mnie mocno obejmując mnie rękoma w pasie i kładąc swoją głowę na moim torsie.
Tak bardzo mi tego brakowało, tak bardzo marzyłem, aby ją do siebie przytulić i zapewnić że wszystko będzie dobrze i że damy radę. Razem.
- Dasz mi jeszcze kilka dni na przemyślenie tego wszystkiego? - zapytała odsuwając się ode mnie i szukając moich oczu.
- Oczywiście – kiwnąłem głową. - Ile tylko będziesz potrzebować. - dodałem.
- Dziękuję.
- Emma, cokolwiek zrobisz z każdym dniem będę się kochał jeszcze bardziej. Będę cię kochał do końca świata i o jeden dzień dłużej. - powiedziałem patrząc jej prosto w oczy, z których nagle zaczęły płynąć gorące łzy. Łzy, które był oznaką, że dziewczyna naprawdę za mną tęskni i jest jej cholernie źle beze mnie. A ja mógłbym śmiało powiedzieć to samo o sobie.


________________________________________________________________________


Na samym początku chcę powiedzieć, że jestem bardzo zła.
Zła na to, że tyle osób czyta tego bloga, a komentuje zaledwie dwie, trzy a przy dobrych wiatrach i cztery osoby.
Uwierzcie mi jest to dla mnie smutne, że nie dostaję od Was żadnego odzewu.
Codziennie mam na asku pod dwa, trzy pytania z zapytaniem: kiedy nowy rozdział?
I tak się wtedy zastanawiam i dochodzę do wniosku, że Wy chcecie nowe rozdziały i najlepiej aby one pojawiały się codziennie, a nawet i po dwa jednego dnia, ale nie dajecie od siebie nic.
Teraz podam Wam pewnie przykład na to jaka jestem zła.
W środę, gdy dodałam rozdział byłam święcie przekonana że dużo osób skomentuje bo tak sobie pomyśli: a napiszę jej jedno słowo niech się cieszy.
Przy czym tak się nawet nie stało.
W czwartek (wczoraj) gdy zalogowałam się na bloga i weszłam w zakładkę posty, w której wyświetlają mi się wszystkie rozdział oraz liczba odsłon danego rozdziału ile jest komentarzy pod nim doznałam szoku!
Ostatni rozdział był wyświetlany 87!!! razy co dla mnie jest nie do pojęcia. Na chwilę obecną jest coś ponad 130.
Ale najgorsze było, gdy popatrzyłam na liczbę komentarzy - oczywiście było 0. To mnie rzecz jasna nie zdziwiło.
A wiecie jak się wtedy poczułam?
Zrobiło mi się niedobrze, że nikt powtarzam nikt!! nie potrafi docenić mojej pracy.
I nie wiem co mam teraz zrobić.
Myślę, że nie ma sensu ciągnąć tego bloga dalej skoro tak to będzie wyglądać.
Jestem skłonna go porzucić, a nawet i usunąć jeśli zajdzie taka potrzeba.
Lubię pisać i uważam, że ta historia jest naprawdę świetna i jeszcze nie raz bym Was zaskoczyła obrotem akcji, ale skoro nie chcecie bo nie mam od Was żadnego odzewu to czas najwyższy zakończyć moja przygodę z blogowaniem i odciąć się do tego.
A rozdziały, które zamierzam dalej pisać będą trafiać do szuflady i może kiedyś coś z nimi zrobię.
Mam nadzieje, że przeczytacie tą notkę i mam nadzieję że moje słowa do Was trafią i zaowocuje to tym, że w końcu doczekam się większej ilości komentarzy.
Cieszyłabym się choćby z jednego słowa. Nie musi to być praca na dwie strony w wordzie mi wystarczą dwa słowa, a wtedy humor mi się poprawi i będę z radością oraz uśmiechem zasiadać do komputera.
Dla Was to tylko kilka minut, a mi czasem napisanie rozdziału zajmuje trzy godziny, a nawet i dwa dni. Dlatego proszę doceńcie to i zostawcie po sobie kilka słów na dole.
A jeżeli dalej to będzie wyglądać tak jak teraz wygląda to usuwam tego bloga i kończę z pisaniem.
Na koniec chcę podziękować osobom, które zawsze komentują. Pamiętajcie, że Was kocham i to dzięki Wam i Waszym wspaniałym słowom jestem tutaj dalej.

14 komentarzy:

  1. Nie możesz skończyć tego opowiadania. Kocha Cię i to co piszesz. Niestety z anonima, bo nie mam konta, ale pamiętaj, że ja to czytam i nawet nie myśl,żeby przestać pisać. Pozdrawiam. / Wera ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. Jeeej,super rozdział xx L.

    OdpowiedzUsuń
  3. Jednak cos pomogly nasze wypociny o komentowaniu ! Ludzi czy to tak duzo czasu wam zajeło skomentowanie rozdziału ? Mozecie czezciej jak wam ZALEZY NA BLOGU !! Bo mi zalezy jak pewnie i wiekszosxi z was dmatego APELUJE: komentujcie ! Mile widziany komentarz nawet z dwoma slowami..
    Rozdzial superasny :D
    Babka lou mnie zdenerwowala... pewnie nie tylko mnie .. i te zakonczenie ughajkcbdj *.*
    BOSKO ! :>
    Duzo komentarzy życzę ! ;))

    OdpowiedzUsuń
  4. Super rozdział , życze dużo weny i komentarzy . Nie usówaj bloga , piszesz ZAJEBIŚCIE !!

    OdpowiedzUsuń
  5. Spóźniałam się z komentowaniem. Wiem to. Nie będę zwalać wszystkiego na dużo lekcji itp itd. Ale muszę powiedzieć że każdy rozdział mi się podobał. Może jedne były lepsze od 2, ale nie było złego. Wszystkie były zajebiste.
    Co do tego… No dajesz Em! Ile jeszcze czasu potrzeba? Ja wiem, że i tak będziesz z Lou. Każdy to wie. Albo ma nadzieję że tak będzie.
    Ola

    OdpowiedzUsuń
  6. Piszesz najlepiej !!!

    OdpowiedzUsuń
  7. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  8. Jeej ! Jest coraz wiecej komentarzy ! Trzymajcie tak dalej ludzie ! ;)

    OdpowiedzUsuń
  9. Prooooooooooosze pisz dalej

    OdpowiedzUsuń
  10. Np w moim przypadku to nie tak, że nie komentuje, bo mi sie nie chce, tylko przez szkole. W tygodniu staram sie nie rozpraszac ff, w końcu 4 kl to nie przelewki, matura, egz zaw i nie ważne.
    Ostatnie dwa rrozdziały były cudowne. Mimo, że Emma nie dala jeszcze jasnej odpowiedzi Louisowi, to jestem przekonana, że wróci do niego. Ona go kocha, a ich historia jest piękna.
    Lubię bardzo to opowiadanie, gdyż pokazuje ono jakie normalne jest życie innych.
    Pozdrawiam i weny życzę! & proszę, nie rezygnuj z tego ff. :)

    OdpowiedzUsuń
  11. ffffffffffffaaaaaaaaaaaaaaaaajjjjjjjjjjjjjjjjnnnnnnnnnnnnnnnnnyyyyyyyyyyyy

    OdpowiedzUsuń
  12. Kocham jak piszesz i nie przerywaj opowiadania bo jest cudowne; wiem jak to wkurza jak widzisz ile osób wchodzi na bloga, a ile z tego komentuje; to jest irytujące; Wiedz jednak, że są ludzie którzy w Ciebie wierzą (jestem jedną z nich) i dla mnie to co robisz jest super; śledzę dalej i obiecuję zawsze zostawić po sobie mały ślad; ściskam mocno <3

    OdpowiedzUsuń