sobota, 29 listopada 2014

ROZDZIAŁ 43.

Droga do domu mojego dzieciństwa nigdy w życiu nie wydawała mi się taka znajoma. Rzecz jasna, dawno nią nie jechałam, ale wiem że z zamkniętymi oczami spokojnie bym tam trafiła.
Zastanawiałam się czy dom będzie miał ten sam kolor jaki zapamiętałam. Czy rozmieszczenie pokoi będzie dokładnie takie samo. Czy na schodach prowadzących do drzwi będą stały kwiaty, które moja mama tak bardzo kochała i zawsze je pielęgnowała. A może wygląd domu całkowicie się zmienił? Nie będzie on już taki piękny jaki był gdy jeszcze w nim mieszkaliśmy.
Nie będzie w nim pachniało świeżymi ciasteczkami, czy świeżo upieczonym chlebem.
Na pewno nie będzie w nim rodziców, za którymi tak bardzo tęsknie.
Byliśmy z Louisem właśnie ich odwiedzić na cmentarzu. Kupiliśmy świeże kwiaty i znicze. Cieszyłam się, że Louis był obok mnie, że trzymał mnie za rękę,  że po prostu stał obok i czułam jego obecność.
Wiem, że gdyby nie on zapewne rozpłakałabym się na dobre, a tak to tylko uroniłam kilka łez, które chłopak otarł.
- Em to gdzieś tutaj prawda? - zapytał wytrącając mnie z równowagi.
- Tak, tak, zaraz za tym zakrętem będzie taka dróżka w górę i pierwszy dom po lewej. - poinstruowałam go co i jak.
Coraz bardziej czułam się zdenerwowana. Z jednej strony chciałam tam pojechać i dogadać się z ciotką, bo wiedziałam że nie ma sensu dalej się kłócić praktycznie o nic, a po drugie to ona jest moją jedyną rodziną która została mi na tym świecie, oczywiście zaraz po Ve.
Louis włączył kierunkowskaz i wjechaliśmy na podjazd. Podjechał na tyle blisko, abyśmy nie musieli daleko iść.
Zgasił silnik i położył dłoń na moim kolanie.
- Wszystko będzie dobrze. - szepnął. Popatrzyłam na niego, gdy uśmiechał się lekko do mnie i zapewnił, iż wszystko będzie dobrze, bo przecież w życiu zawsze tak musi być, co oczywiście jest nie prawdą bo przecież życie nie składa się tylko z dobrych chwil. Są też te złe,które wszystko niszczą.
- A jak nie? Louis, a jak wszystko pójdzie nie po naszej myśli? - zapytałam.
- Uwierz mi na słowo, że będzie dobrze. Pogadacie sobie z ciotką tak od serca, każda z was się wyżali, powie co jej się nie podobało, co było źle, a potem dojdziecie do porozumienia i znów będziecie rodziną.
- Louis, ale myśmy cały czas były rodziną tylko skłóconą.
- Oj tam. - przewrócił oczami. - Wiem o tym, ale pomyśl jaka będziesz szczęśliwa, gdy tą sprawę naprawisz.
W sumie Louis ma rację. Pogadam z ciotką, wyjaśnimy sobie to co było nie tak między nami, a potem wrócimy do normalnych stosunków, takich jakie powinna mieć rodzina.
- A co z tobą? - zapytałam.
- Ja poczekam w aucie, albo na werandzie. - odpowiedział. Zauważyłam, że jego dłoń nadal znajdowała się na moim kolanie.
- Nie o to mi chodzi. Miałam na myśli twoją rodzinę.- wyjaśniłam. Chłopak jakby trochę zbladł na twarzy. Zabrał rękę z mojego kolana i wysiał z samchodu.
- Louis, dlaczego mi nie odpowiedziałeś? - zapytałam dołączając do niego na zewnątrz.
- A co miałem ci odpowiedzieć? Że moja rodzina nie chce mnie znać? A raczej ja ich? - wkurzony był.
- Nie, po prostu...
- Po prostu co? Mam od tak do nich pojechać i pogadać? Wyjaśnić im wszystko? Może jeszcze przeprosić za to,że się z tobą spotykam i za to że nie powiedziałem im nic o swojej chorobie? - chodził w kółko ciągnąc się za włosy. Był zdenerwowany. Mogłam nie zaczynać tematu jego rodziny, bo mogłam się w końcu domyślać że nie jest to najlepszy moment.
- Uspokój się. - powiedziałam podchodząc bliżej niego i próbując złapać go za dłoń, ale mnie odepchnął. Nie poddawałam się, spróbowałam jeszcze raz, tym razem udało mi się złączyć nasze palce ze sobą.
- Posłuchaj mnie. Damy radę, tak? Jesteśmy we dwoje, przejdziemy przez to. Potrafiliśmy pokonać kryzys w naszym związku? Tak. Potrafiliśmy do siebie wrócić? Tak. Więc uda nam się załatwić sprawę z twoją i moją rodziną Lou. Tylko potrzeba nam czasu. Czasu na dogadanie się, przedyskutowanie wszystkich spraw, potrzeba nam swojego wsparcia przede wszystkim. Bo jeśli będziemy czuć, że mamy siebie nawzajem to przejdziemy przez to. - przez cały mój wywód Louis patrzył mi prosto w oczy. Udało mi się go uspokoić i wytłumaczyć, że nie wszystkie rzeczy musi robić sam. Ma przecież mnie, zawsze mu pomogę, doradzę, ale przede wszystkim będę blisko gdy zajdzie taka potrzeba.
- Kocham cię. - wydusił w końcu z siebie. Zbliżył swoją twarz  do mojej i pocałował mnie najpierw w czoło, potem w oba policzki, a na końcu w usta. Zarzuciłam mu ręce na szyję i przyciągnęłam bliżej siebie.
- Ja ciebie też kocham i nie wkurzaj się już dobrze? - poprosiłam, a on tylko kiwnął głową i łapiąc mnie za dłoń splótł nasze palce ze sobą pociągnął mnie w stronę domu.
Dopiero teraz zauważyłam, że dom z zewnątrz prawie wcale się nie zmienił. Zostały tylko zmienione okna i drzwi, to tyle. Reszta została niezmieniona. Łezka w oku mi się zakręciła na ten widok, bo pamiętam jak jeszcze byłam małą dziewczynką to tata malował stare okna na zielony kolor, jak mama sadziła kwiatki przed domem. Jak siedziałam z książką w ręce na parapecie w zimowy wieczór i czytałam wciągającą powieść. Takich rzeczy się nie zapomina, a nawet dobrze wspomina.
- Wejdziesz ze mną?- zapytałam, gdy byliśmy coraz bliżej.
- Oczywiście. - zapewnił mnie Louis, a ja mocniej ścisnęłam jego dłoń.
Będąc już na werandzie chłopak zadzwonił dzwonkiem do drzwi. Rozległo się ciche szuranie nóg o podłogę i jakieś pięć sekund później drzwi się otworzyły, a przed nami stanęła ciocia Mary w fartuszku i z rękami białymi od mąki.
- E...Emma? - pierwsze jej słowo, gdy nas zobaczyła to było moje imię.
-Witaj ciociu. - przywitałam się z kobietą coraz mocniej ściskając dłoń Louisa, która była już zapewne sina od mojego uścisku.
- Co ty tutaj robisz? - zapytała wycierając białe dłonie w fartuch.
Wyglądała całkiem inaczej niż ostatnim razem ją widziałam. Postarzała się. Jej włosy pokryte były szarymi pasemkami, a zmęczone i bez wyrazu oczy mówiły że kobieta zamartwia się o coś.
- Chciałam porozmawiać z tobą, dlatego przyjechałam. Mogę wejść? - cały czas patrzyłyśmy sobie w oczy.
Ciotka chyba nie mogła uwierzyć, że mnie widzi. Pewnie wydawało jej się, że śni albo ma jakieś dziwne wizje, ze mną w roli głównej.
- Proszę bardzo. - przesunęła się i otwierając szerzej drzwi wpuściła nas do środka.
Czułam zapach czegoś jakby zgniłego, nie był to zapach który zapamiętałam z dzieciństwa. Ten dom w ogóle cały się zmienił. Jakby się postarzał, wyglądał jakby nikt w nim długo nie sprzątał, jakby nikt w nim nie mieszkał. Przeraziłam się, po prostu. Aż bałam się iść dalej i bałam się co tam mogę zobaczyć.
Zaraz po przejściu długiego korytarza po lewej stronie znajdował się salon. I również nic się nie zmienił, a nawet kolor ścian był dokładnie taki sam jaki zapamiętałam. Stare kanapy, stare fotele, rozwalający się stolik. Co oni zrobili z tym domem? Żeby nie zadbać o niego, nawet nie posprzątać. Aż wrzeszczeć mi się chciało jak to widziałam. Próbowałam zachować spokój i oddychać głęboko, żeby nie wybuchnąć.
- Proszę usiądźcie. - ciocia wskazała nam jedną z kanap. Brzydziłam się na niej usiąść, ale gdyby nie Louis i jego pociągnięcie mnie za rękę, to wolałabym stać.
- Napijecie się czegoś? - zapytała stojąc obok nas.
- Nie. Możesz usiąść? - poprosiłam. Nie chciałam długo tutaj siedzieć. Serce mnie bolało gdy widziałam co stało się z moim ukochanym domem i co ci okropni ludzie z nim zrobili. Nie potrafiłam tego zrozumieć.
- Oczywiście, a stało się coś? - zapytała siadając naprzeciwko nas na jednym z foteli.
- Właściwie to nic takiego, po prostu chciałam porozmawiać.
- Dobrze, a o czym. - zastanawiałam się od czego by tu zacząć, ale wszystkie tematy i wszystkie słowa które chciałam jej powiedzieć i które układałam sobie w głowie przez całą podróż tutaj wyleciały mi w jednej sekundzie z głowy.
- Dlaczego...dlaczego... - nie mogłam nic wymyślić.
- Co dlaczego Emmo? - dopytywała.
- Dlaczego wyrzuciłaś mnie z własnego domu? - w końcu zapytałam.
- Ale ja cię z niego nie wyrzuciłam, sama odeszłaś.
- Bo nie miałam wyboru, musiałam odejść jak to nazwałaś. - zaśmiałam się w duchu bo dokładnie pamiętałam jak to było.
To nie ja sama odeszłam, a ciotka mnie do tego zmusiła. Nieraz mi mówiła, że nie chce mnie w domu, że beze mnie jest im lepiej. Więc co ja, mała osiemnastoletnia dziewczyna miałam zrobić? Uciekłam. To była jedna z najlepszych decyzji w moim życiu i gdybym miała jeszcze raz wybierać, to na sto procent zrobiłabym to samo.
- Jak nie miałaś wyboru Em. Dlaczego tak sądzisz? Dlaczego przedstawiasz mnie w takim złym świetle?
- Serio ciociu? Serio? Myślałam, że jak po tylu latach  przyjadę do ciebie to będziemy mogły normalnie pogadać i pogodzić się w końcu. Ale jak widzę chyba nic z tego. Starasz się za wszelką cenę, abym to ja była tą złą. To ja sama siebie biłam, to ja zamykałam się na strychu bo tak mi się podobało. - nie wierzę w to co właśnie usłyszałam. Ta kobieta naprawdę wcale nie poczuwa się do winy i najlepsze w tym wszystkim jest to, że to ze mnie robi potwora, którym sama rzecz jasna jest.
- Emma, tu nie chodzi o to co było kiedyś między nami. Jasne, przyznaję się że to ja sprawiałam ci przykrość, krzywdziłam cię nie tylko psychicznie, ale i fizycznie, nie mam na to wytłumaczenia. - wzruszyła ramionami jakby od niechcenia. - Bardzo źle robiłam i jestem tego świadoma. Chciałam to jakoś naprawić szukałam cię, ale ty nie dałaś się znaleźć.
- Nie no teraz znów mnie obarczasz tym, że ja nie chciałam się znaleźć. Może źle szukałaś co? Może nie w tych miejscach gdzie trzeba było? - zapytałam wyższym tonem. Louis ścisnął moją dłoń chcąc mnie nieco uspokoić. Ale sam obraz mojej ciotki sprawiał, że krew mi się w żyłach aż gotowała. Byłam tak cholernie zła. Mogliśmy tutaj nie przyjeżdżać i mogłam żyć w nieświadomości i być szczęśliwą bez niej w moim życiu i byłoby mi znacznie lepiej.
- Emma uspokój się i daj dojść mi do słowa. Zachowujesz się tak samo jak twoja matka, gdy była w twoim wieku.
- Nie wspominaj mamy przy mnie. - ostrzegłam ją wskazując palcem na jej osobę. - Zawsze dziwiłam się dlaczego nie chciała utrzymywać z tobą kontaktów teraz już wiem dlaczego. Bo jesteś taką zakłamaną suką, że to się w głowie nie mieści. - powiedziałam spluwając na ziemię. Louis aż wciągnął głośno powietrze, a ciotka otworzyła szeroko oczy ze zdziwienia. Zapewne nie spodziewała się takich słów ode mnie, ale ja już taka jestem że mówię to co akurat myślę i dobrze mi z tym.
- Przesadziłaś. - mruknęła.
- Nie, nie przesadziłam. To ty przesadziłaś, robiąc to ze mną co robiłaś gdy jeszcze razem mieszkałyśmy. Mam wymieniać? Mogę ci przypomnieć wszystkie szkody, które mi wyrządziłaś. Chcesz tego? - zapytałam. Pokręciła tylko przecząco głową.
- I dobrze, bo nie chcę  tym wspominać. - burknęłam. - W ogóle zastanawiam się po co ja tutaj przyjechałam? Chciałam się pogodzić z tobą, wierzyłam że w jakimś nawet małym procencie się zmieniłaś, ale widzę że nic z tego. Nadal jesteś taka jaka byłaś. - zauważyłam.
- Emma musisz mnie wysłuchać, bo chcę ci powiedzieć coś bardzo ważnego. - zaczęła.
- Nie mam na to ochoty. To był błąd przyjeżdżanie tutaj. Chcę już stąd iść, bo zbyt wiele złych wspomnień ten dom mi przypomina. Louis proszę zabierz mnie stąd. - zwróciłam się do chłopaka. Wstał zaraz po mnie. Nie czekając na jakiekolwiek słowa ciotki ruszyłam w stronę drzwi, a Louis za mną.
Nie mogłam już tutaj dłużej przebywać, nie mogłam na nią patrzeć, nie mogłam patrzeć na to jak ta kobieta zaniedbała ten dom i co z nim zrobiła.
- Emma, zaczekaj. - złapała mnie za ramię, gdy akurat jedną nogą byłam już na zewnątrz.
- Nie dotykaj mnie. - wyrwałam się z jej uścisku. Odwróciłam się za siebie, Louis stanął obok mnie.
- Możesz nas zostawić na chwilę same? - poprosiła chłopaka, który o dziwo ochoczo się zgodził i poszedł w stronę samochodu. Popatrzyłam tylko na niego, a ten wzruszył ramionami i ze smutnym wyrazem twarzy wycofał się z "pola bitwy".
- Więc co chciałaś mi powiedzieć? - skrzyżowałam dłonie na klatce piersiowej. - Przeprosić? -zapytałam. - Ach zapomniałam przecież ty nie znasz tego słowa. A może powiedzieć jak ci to przykro jest, że tak się zachowywałaś wobec mnie przez te miesiące gdy razem mieszkałyśmy? Albo chcesz nagle mi współczuć śmierci rodziców, co? Jeśli tak to sobie daruj, bo ja mam to gdzieś i nie obchodzi mnie twoje zdane, ani twoja osoba. Do widzenia ciociu. - zaakcentowałam ostatnie słowo, tak aby kobieta wyraźnie je usłyszała.
Odwróciłam się za siebie i zeszłam schodkami w dół.
- Mam raka i umieram. - odezwała się, gdy pokonałam jakieś dwa kroki. Gdy usłyszałam te słowa stanęłam w pół kroku i znieruchomiałam. Odwróciłam się i spojrzałam na nią.
- Co takiego? - zapytałam z niedowierzaniem. Byłam pewna, że robi sobie ze mnie żarty, ale dotarło to do mnie gdy w jej oczach pojawiły się łzy.
- Mam raka mózgu. Ja umieram Em, nie wiem ile mi jeszcze zostało. - powiedziała dławiąc się swoimi łzami.
Schowała twarz w dłoniach i łkała, jak małe dziecko. Żal mi się jej zrobiło, ale z drugiej strony jak przypomniałam sobie jak mnie traktowała w dzieciństwie to jej obraz całkowicie się zmienił.
Stałam jak wrośnięta w ziemię nie mogąc wydusić z siebie ani jednego słowa, ani wykonać choćby kroku. Patrzyłam jak moja ciotka rozpada się na drobne kawałki na moich oczach.
Ona ma raka, tak samo jak Louis. Louis też miał raka, ale wyszedł z tego, bo miał do kogo wrócić - do mnie. A ciotka?
- Ciociu nie płacz, wszystko będzie dobrze. - w końcu mój mózg wysłał polecenie do moich kończyn, które wykonały jakiś konkretny ruch.
Podeszłam bliżej niej, odciągnęłam dłonie od twarzy i bardzo mocno ją przytuliłam do siebie.
Objęła mnie swoimi rękami w pasie i płakała.
- Załatwimy dobrego lekarza, klinikę, operację, wszystko. Damy radę. - uśmiechnęłam się przez łzy. Ja też płakałam.
Ciotka była jaka była, ale widzę że się zmieniła. Stara się być lepszą osobą, dla siebie, dla innych, bo nie wie ile jej czasu zostało i nie jest w stanie naprawić wszystkiego co zniszczyła. Nie powinniśmy rozpamiętywać i żyć przeszłością, powinniśmy skupić się na teraźniejszości i żyć tym co przyniesie przyszłość.
- Ale ja nie mam na tyle pieniędzy Em. - przyznała pociągając nosem.
- Spokojnie jakoś to załatwimy. - powiedziałam, aby ją uspokoić choć wcale nie byłam tego taka pewna. Chciałam jej powiedzieć, że wyjdzie z tego, że jej pomogę, że jeszcze będzie zdrowa, ale nie wiedziałam czy aby tak na pewno będzie. Wierzyłam, że tak.
- Dziękuje ci Emmo. - wyszeptała. - I przepraszam za wszystko.
- Nie ma za co ciociu. Jesteśmy w końcu rodziną, a rodzina powinna sobie pomagać i dawać wsparcie.
Zaprowadziłam ją do domu, gdzie w końcu mogła się położyć i odpocząć. Na szczęście do domu przyszedł Ron. Trochę pogadaliśmy, wyjaśniliśmy sobie wszystko, przebaczyliśmy a to całe szczęście. Wytłumaczył mi, że ciocia leczyła się u jakiegoś lekarza, ale on nie dał jej szans na przeżycie choćby jednego miesiąca. Dlatego ciotka wkurzyła się i zrezygnowała z niego.
Obiecałam jej, że zadzwonimy z Louisem do jego lekarza i w najbliższych dniach dam znać czy coś załatwiłam. Zapewniłam, że nie zostawię jej samej z tym wszystkim.
Ze spuszczona głową wyszłam z mojego starego domu i ruszyłam w stronę samochodu Louisa.
Wsiadłam na siedzenie pasażera. Louis rozmawiał z kimś przez telefon. Domyśliłam się, że to Liam bo na końcu wypowiedział jego imię.
Rozłączył się i wsadził telefon do kieszeni spodni. Zauważył, że byłam smutna. Ścisnął moje kolano i odwrócił głowę w moją stronę.
- Em co się stało? - zapytał patrząc mi prosto  w oczy.
Chwyciłam jego dłoń i splotłam nasze palce razem.
- Ciocia ma raka. - szepnęłam podnosząc pełne łez oczy i patrząc na niego.
- Och Em. - jęknął tylko i przysunął mnie bliżej siebie tuląc mocno do swej piersi.
- Tak bardzo mi przykro. - powiedział, gdy moczyłam mu koszulę.
- Ty też miałeś raka, ciotka ma raka, kto jeszcze będzie miał raka? Louis dlaczego wszystko się psuje? Pogodziłam się z nią dopiero wtedy, gdy powiedziała mi o tym że jest chora.
- Nie wiem co mam ci odpowiedzieć na to pytanie. Mogę pogadać z moim lekarzem i umówić ją na wizytę. Ale reszta zależy od niej, od jej siły woli, od chęci do walki. To wszystko to ona i tylko ona może zrobić. Ty czy ja nie mamy na to wpływu. Możemy ją wspierać, dawać poczucie że jesteśmy z nią i że nie została z tym sama, ale to do niej należy reszta Em. Ja pokonałem zabójcę, bo wiedziałem że mam dla kogo to zrobić, a czy ona wie że ma dla kogo żyć? - zapytał. Pomyślałam chwilę zanim odpowiedziałam.
- Oczywiście. Oczywiście, że ma dla kogo żyć. Dla mnie! - byłam pewna tego co mówiłam, byłam pewna że jestem razem z nią i zapewniłam ją przed chwilą o tym. Jestem pewna, że przejdzie przez to ze mną przy swoim boku.
- I takie podejście mi się podoba. - powiedział Louis całując mnie w skroń i odsuwając się ode mnie.
Pomógł mi zapiąć pasy, bo byłam tak roztrzęsiona że nie dałam rady zrobić tego sama.
Opalił samochód i odjechaliśmy. Popatrzyłam jeszcze za siebie, wiedziałam ze tam jeszcze wrócę. Prędzej czy później.
- Liam dzwonił i zaprosił nas do siebie dzisiaj. - Louis odezwał się, gdy dojeżdżaliśmy do Londynu. Chyba mi się na chwilę przysnęło, bo kompletnie nie pamiętam nic i jak dojechaliśmy. Zrobiło się już ciemno i nie wiedziałam dokładnie gdzie się znajdujemy i ile nam jeszcze pozostało drogi do domu.
- Wolałabym się położyć, ale ty możesz jechać. - powiedziałam.
- Nie, nie chcę iść sam. zostanę z tobą w domu, bo widzę że nie najlepiej wyglądasz. - zauważył.
- A Liam nie będzie zły? - zapytałam opierając głowę o zimną szybę i zamykając na chwilę oczy.
- Pieprzyć Liama, ty jesteś ważniejsza. - odpowiedział szczerze. Zaśmiałam się cicho z doboru jego słów.
- To co będziemy robić? - zapytał po chwili.
- Spać. - odpowiedziałam to co przyszło mi pierwsze na myśl.
- Serio Em? - zmarszczył brwi. - Myślałem, że pooglądamy jakiś film, albo pogadamy. - burknął.
- A o czym chciałbyś rozmawiać kochany?
- O tym jak urządzimy nasz dom. - uśmiechnął się pod nosem. Całkiem o tym zapomniałam.
- Dobry pomysł, ale do tego potrzeba trzeźwego myślenia i dobrego humoru, a ja niestety nie posiadam dziś ani tego pierwszego, ani tego drugiego. Przepraszam. - przeprosiłam.
- Rozumiem, nie musisz się tym przejmować. Pogadamy na ten temat kiedy indziej. - zapewnił mnie. Widziałam, że nie był na mnie zły za to. rozumiał co teraz przeżywam i jak się z tym wszystkim czuję. Sam wiedział jaki człowiek ma humor, gdy wie że może umrzeć.
- Dziękuje. - odpowiedziałam. Louis zaparkował pod blokiem. Wysiadałam z samochodu ledwo stojąc na nogach. Dobrze, że Louis wziął mnie w swoje objęcia, bo inaczej jestem pewna żebym się przewróciła.
Po kilku minutach znaleźliśmy się w moim mieszkaniu, Louis zaprowadził mnie do sypialni i pomógł przebrać się w pidżamę. Położył mnie do łózka, a sam przebrał się w dresy i poszedł zrobić nam coś do jedzenia. W między czasie włączył też film na laptopie i z tacką z jedzeniem i napojami wrócił do mnie do łóżka.
Niby dopiero dochodziła dziewiętnasta, a ja czułam jakby była już północ, bo byłam całkowicie padnięta i ledwo co widziałam na oczy, ale postanowiłam chociaż chwilę pooglądać ten film z Louisem, aby nie zrobiło mu się przykro.
Chłopak położył się obok mnie i przyciągnął do siebie. Zjedliśmy wcześniej, aby nie przeszkadzać sobie podczas seansu.
Zgasiliśmy lampki nocne, aby nam się lepiej oglądało.
Louis przytulił mnie do siebie, położyłam mu głowę na klatce ramieniu, a laptop leżał na jego kolanach.
Cieszyłam się chwilą, tą akurat malutką chwilą gdzie mogłam być obok niego i czuć że leży obok mnie i jestem bezpieczna.
Gdy już prawie zasypiałam zadzwonił telefon Louisa. Zdziwiłam się kto to może dzwonić o tej porze do niego, ale chłopak odebrał.
Wstał ostrożnie z łóżka i przeszedł na korytarz. Udawałam, że śpię ale tak naprawdę to podsłuchiwałam. Nie miałam pojęcia kto to dzwoni, Louis nie wypowiedział żadnego imienia, albo chociażby nazwiska.
Ale gdy wrócił do pokoju wiedziałam, że coś jest na rzeczy bo wyraz jego twarzy mówił wszystko.
Położył się obok mnie i włączył film dalej.
- Kto to dzwonił? - zapytałam przecierając oczy.
Popatrzył na mnie smutny.
- Moja mama. - odpowiedział tylko, a całe powietrze wyparowało z moich płuc.
- Chce się z nami spotkać i porozmawiać o jakiejś bardzo ważnej sprawie. - dodał po chwili.
- Z nami? - zapytałam.
- Z tobą i ze mną Em. Podobno to coś ważnego.
- Nie wierzę. - szepnęłam.
- Ja też. - odpowiedział przytulając mnie do siebie bardzo mocno i całując w skroń.
Widzę, że z dnia na dzień nasze życie staje się coraz bardziej ciekawe. Aż boję się pomyśleć co przyniesie jutro.

________________________________________________________________________________
Witajcie w ten sobotni, mroźny wieczór :)
Dawno nic tutaj nie pisałam. Nawet nie wiecie jak się czułam, gdy wczoraj zaraz po przyjściu do domu włączyłam komputer i zaczęłam pisać. Jeju jakie to było niesamowite uczucie. Po całym tygodniu nie pisania nic zasiąść i wystukać do komputera kilka słów :)
Wielkimi krokami zbliżamy się do końca tego opowiadania. Jeszcze kilka rozdziałów i zamykam to ff :)
Fajnie by było jakby więcej osób skomentowało, bo jest Was mnóstwo.
Cieszę się z każdego komentarza, nawet tych dwóch słów, bo wiem że jesteście tutaj ze mną i czytacie.
Dzięki za wszystko za wszystkie wejścia, motywujące słowa i podnoszenie mnie na duchu.
DZIĘKUJĘ!

sobota, 22 listopada 2014

ROZDZIAŁ 42.

Widziałam jaki Louis był zły. Miałam tylko nadzieję że nie na mnie.
Wysiadłam z samochodu i podeszłam do auta Erica. Siedział za kierownicą z telefonem w ręce.
Gdy otworzyłam drzwi spojrzał w moją stronę.
- Emma, cześć. Dzwonię do ciebie i dzwonie, ale nie odbierasz. Gdzie byłaś? - zapytał wkładając telefon do marynarki. Stałam na deszczu, było mi przeraźliwie zimno i jedyne co powiedziałam to.
- Chodź na górę. - uśmiechnął się i szybko wysiadł z samochodu.
Louis stał już przed wejściem na klatkę schodową. Eric go zauważył, zmarszczył tylko brwi i położył dłoń na moim biodrze, gdy ja szukałam kluczy w torebce. Zauważyłam, że wzrok Louisa podążył za jego dłonią. Widziałam jak się wścieka, ale nie powiedział nic. Uzgodniliśmy wcześniej, że nie będzie się do tego wtrącał. Chcę to sama załatwić.
- To znowu ty. - Erica wskazał na Louisa.
Ten tylko kiwnął głową odwracając się do niego bokiem i cała nasza trójka weszła do środka.
- Eric musimy pogadać. - zakomunikowałam otwierając drzwi mieszkania. Weszliśmy do niego, a gdy Eric chciał zamknąć drzwi napotkał opór w postaci Louisa.
- A ty chyba znów pomyliłeś mieszkania. - powiedział Eric.
- Nie, nie pomyliłem - odpowiedział mu Louis popychając drzwi, które prawie uderzyły chłopaka w twarz.
Stali naprzeciwko siebie i gdyby nie moja interwencja wiem że doszłoby do rękoczynów.
- Eric to jest Louis, Louis to jest Eric. - przedstawiłam ich sobie wycierając ręcznikiem włosy.
- Eric usiądziesz na kanapie? A my zaraz wrócimy tylko się przebierzemy. - oznajmiłam łapiąc Louisa za rękę i ciągnąc w stronę sypialni. Zamknęłam za nami drzwi i otworzyłam szafę.
- Oszalałeś? - zapytałam z wyrzutem.
- Ja? To on zgrywa jakiegoś cwaniaka, którym rzecz jasna nie jest. - wyjaśnił ściągając marynarkę i koszulę.
Poszłam w jego ślady  za chwilę stałam przed szafą w samych majtkach i staniku. Rzuciłam Louisowi szare, dresowe spodnie, które kiedyś u mnie zostawił i bordową bluzę z kapturem oraz biały podkoszulek, które oczywiście również zostały w mojej szafie, gdy kiedyś u mnie nocował. Niby było to tak dawno temu, a teraz on jest tutaj o stoi obok mnie w samych bokserkach.
- Przestań Louis, dobrze? Pogadam z nim i wyjaśnię mu wszystko. - zapewniłam przeciągając przez głowę bluzę chłopaka. Uśmiechnął się widząc mnie w czarnych leginsach i jego szarej bluzie.
- Zaczekaj tutaj dobrze? - poprosiłam stając na palcach i cmokając go w usta.
- Muszę? - zapytał wydymając dolną wargę i łapiąc mnie za biodra.
- Musisz. - klepnęłam go żartobliwie w klatkę piersiową i wyszłam z sypialni.
Po drodze związałam włosy gumką. Zanim weszłam do salonu, wzięłam głęboki oddech. Eric siediał w tym samy miejscu na kanapie, w którym go zostawilam. Jego mina mówiła, że chciałby kogoś zamordować gołymi rękoma.
- Eric posłuchaj... - zaczęłam, ale chłopak mi przerwał.
- Wy się znacie, prawda? - zapytał poruszać palcem w przód i w tył jakby chciał wskazać raz na mnie raz na Louisa siedzącego w sypialni.
- Tak, znamy się i to bardzo dobrze. - zajęłam miejsce an fotelu naprzeciwko niego.
- Skąd? - dopytywał.
- Byliśmy kiedyś parą, ale rozstaliśmy się. - wyjaśniłam bawiąc się nerwowo palcami.
- A teraz? Łączy was coś teraz? - zapytał.
- Tak. - szepnęłam.
- Wiedziałem. - powiedział łapiąc się za włosy i lekko je ciągnąc. Podniosłam wzrok na niego. Był rozbity, widziałam to. Nie spodziewał się takiego obrotu sprawy.
- Przepraszam Eric. Przepraszam że dałam ci nadzieję na to, że coś może być między nami.
- Daruj sobie. - wtrącił mi się w zdanie. - Naprawdę myślałem, że coś miedzy nami jest.
- I było, na początku. Ale gdy dowiedziałam się że Louis wrócił wiedziałam, że nadal go kocham. - wyjaśniłam cicho.
- Mogłaś mi powiedzieć.
- Chciałam, ale nie miałam jak. Albo ty nie miałeś czasu, albo ja całkiem o tym zapomniałam.
- Zapomniałaś o chłopaku, którego "kochasz"? - zapytała rysując w powietrzu cudzysłów.
- Nie, nie o nim zapomniałam. Zapomniałam, aby ci o tym powiedzieć, a to jest różnica.
- Wiesz co Emma? - zapytał lekceważąco wstając, również się podniosłam. - Kocham cię, naprawdę bardzo cię kocham ale jednego nie mogę zrozumieć. Dlaczego umawiałaś się ze mną skoro kochałaś nadal tego lalusia?
- Bo... bo... bo... -  nie potrafiłam odpowiedzieć na to pytanie. Naprawdę zastanawiałam się jak mu to logicznie wyjaśnić, ale miałam pustkę w głowie.
- Bo co? Wytłumacz się! - krzyknął robiąc krok w moją stronę. Przeraziłam się widząc jego minę.  Rozwścieczony, do tego zdenerwowany na mnie. Cofnęłam się w tył, ale natrafiłam na róg fotela i potknęłam się upadając na ziemię.
- Odsuń się od niej. - głos Louisa, tak donośny zwrócił uwagę Erica. Oderwał wzrok ode mnie i popatrzył w lewo, gdzie stał Louis. Bałam się, że zaraz może dojść do rękoczynów i pobiją się przeze mnie.
- To ty się lepiej nie zbliżaj. - Eric pogroził mu palcem zbliżając się do chłopaka. Louis nic sobie z tego nie robił. Stał pewny siebie i nie bał się go wcale.
- Opuść to mieszkanie, bo inaczej zadzwonię na policję a wtedy nie będzie za ciekawie. - powiedział Louis.
- Grozisz mi? - zapytał tamten.
- Nie, ja tylko cię ostrzegam. - wyjaśnił Louis.
- Dobra wyjdę, ale Emma wiedz jedno. Nie wolno tak postępować. - powiedział i opuścił moje mieszkanie głośno trzaskając drzwiami.
- Wszystko dobrze? - zapytał Louis szybko podchodząc do mnie i pomagając mi wstać.
- Tak. Przestraszył mnie i tyle. - wyjaśniłam nie patrząc mu w oczy. Nie chciałam, aby zobaczył moje łzy. Okazałabym się w jego oczach słabą osobą, a nie chciałam taka być i aby on tak uważał.
- Nie płacz. - powiedział przytulając mnie do siebie bardzo mocno. Objęłam go rękoma w pasie i położyłam głowę na klatce piersiowej. Tak dawno tego nie robiłam, że już zapomniałam jakie to jest cudowne uczucie mieć ukochanego chłopaka obok siebie i wiedząc że nie jest się samą.
- Przepraszam za wszystko. - odezwałam się w końcu, odkąd usiedliśmy na kanapie. Właściwie to ja na kolanacha Louisa. Obejmował mnie, całował w skroń, przytulał do siebie. Po prostu był i to było najpiękniejsze.
- Ja również przepraszam. Od tej pory obiecuję, że już nigdy więcej cię nie okłamię. Ale ty też musisz mi coś obiecać Em. - powiedział unosząc mój podbródek w górę, abym na niego spojrzała.
- Wszytko co chcesz. - odpowiedziałam O co by mnie nie poprosił, ja zrobię dla nie go wszystko.
- Wyjdź za mnie.

***

Od oświadczyn Louisa minął tydzień. Nie powiedziałam mu jeszcze co postanowiłam.
Nie wiedziałam co mam na to odpowiedzieć. Ve powiedziała żebym się zgodziła. Stwierdziła, że skoro go kocham i pragnę spędzić z nim resztę życia to powinnam się zgodzić.
Natomiast Perrie powiedziała mi bardzo mądre słowa. Mianowicie wyraziła się jasno mówiąc, że Louis chciał pokazać mi że mnie kocha i że mu na mnie zależy. Dlatego postanowił mi się oświadczyć. Chciał w ten sposób pokazać, że nie ważne co się dzieje między nami on zawsze będzie mnie kochał.
Nie wiem co mam zrobić. To oczywiste, że go kocham. To jasne że chcę z nim spędzić resztę życia, ale jako jego żona? Dziwnie to brzmi.
Jesteśmy razem, spotykamy się, czasem śpimy u siebie nawzajem. Ale chciałabym żyć z nim już na zawsze? Czy chciałabym być panią Tomlinson?
Podświadomość podpowiada mi, że tego właśnie pragnę. Ale rozum mówi co innego: Zastanów się, nie rób głupstw.
Ale czy bycie szczęśliwą ma być głupotą? Czy w ogóle to jest głupota? Raczej nie.
Louis powiedział, że nie od razu musimy się pobierać. Po prostu oświadczył mi się, bo chciał pokazać że mu na mnie zależy i bardzo mocno mnie kocha oraz że chce być przy moim boku zawsze i wszędzie.
Minął tydzień, a ja nadal nie podjęłam decyzji. Piękny pierścionek z małym brylantem leży na komodzie w sypialni.
Często się mu przyglądam, a nawet i mierzę. Jest idealny, perfekcyjnie dobrany, taki jaki zawsze chciałam mieć. Ale czy gdybym nawet się zgodziła na bycie z Louisem, czy to zmieniłoby nasze stosunki ze sobą? Czy traktowalibyśmy się inaczej? A może byłoby jeszcze lepiej między nami?
Nie wiem, ale wiem jedno, że nie ważne co by się działo ja zawsze będę kochać Louisa, a on mnie.
Włożyłam pierścionek na palec i zabierając torebkę z łóżka wyszłam z sypialni kierując się w stronę salonu.
Louis czekał na mnie. Zabiera mnie w jakieś tajemnicze miejsce, gdzie podobno nigdy nie byłam.
Gdy mnie zobaczył wstał z fotela i podszedł bliżej. Cmoknął mnie w policzek.
- Pięknie wyglądasz. - powiedział. Zarumieniłam się dziękując. Byłam ubrana w granatową spódnicę, białą bluzeczkę na ramiączkach i zarzuconą na to ciemną marynarkę. Na nogi włożyłam czarne balerinki, włosy spięłam w kucyka i nałożyłam lekki makijaż.
Chłopak złapał mnie za lewą dłoń i zamarł. Popatrzył raz na moją dłoń, raz na moją twarz i tak w kółko.
- Stało się coś? - zapytałam udając niewiniątko. Bardzo dobrze wiedziałam co zauważył.
- Pierścionek. - powiedział. - Jest na twoim palcu. - zauważył wskazując na moją dłoń.
- No tak. - odpowiedziałam wzruszając ramionami.
- Czy to oznacza, że... - popatrzył mi prosto w oczy. Uśmiechnęłam się i zarzucając mu ręce na szyję szepnęłam do ucha.
- Tak. - uniósł mnie nad ziemią i obracał kilka razy w powietrzu.
- Kocham cię. - powiedział, po czym długo i namiętnie mnie pocałował.
- Kocham cię. - odpowiedziałam obejmując jego twarz dłońmi. Patrzyliśmy sobie długo w oczy, aż Louis otrząsnął się z zamyślenia i zakomunikował.
- Chodź. - złapał mnie za rękę i ruszyliśmy w stronę drzwi.
Zamknął mieszkanie i cały czas trzymając mnie za rękę schodziliśmy schodami w dół.
Wsiedliśmy do samochodu i pojechaliśmy w jakieś nieznane, przynajmniej mi, miejsce.
- Właściwie to gdzie my jedziemy? - zapytałam choć i tak wiedziałam, że Louis mi nie odpowie.
- Już nie daleko. - odpowiedział uśmiechając się tajemniczo. Co on kombinował?
Właściwie to wyjechaliśmy z Londynu. Poznawałam to miejsce, ale nie mogłam sobie przypomnieć skąd.
Po obu stronach jezdni rosły wysokie drzewa. Jadąc pod nimi wydawało mi się, że ta droga się nigdy nie skończy. Był piękny dzień. Ani jednej chmurki na niebie, co naprawdę jest rzadko spotykane w Wielkiej Brytanii.
Rozglądałam się dookoła. Wszędzie tylko puste pola pokryte wysokimi trawami. Gdzieniegdzie daleko od głównej ulicy pojawiały się domy rodzinne.
- Jeśli spytam po raz kolejny gdzie jedziemy bardzo się wkurzysz? - zapytałam patrząc na boczny profil mojego narzeczonego.
- Nie, bo już jesteśmy. - odpowiedział skręcając w jakąś wąską uliczkę.
Rozglądałam się dookoła siebie chcąc jak najwięcej zobaczyć i może dowiedzieć się co ten wariat dla mnie przygotował. Ale im dłużej jechaliśmy tym bardziej moja ciekawość rosła, a motyle w brzuchu dawały o sobie znać.
Kilka sekund później w końcu moim oczom ukazał się piękny, duży, biały dom. Popatrzyłam na Louisa, gdy gasił silnik. Odpiął pas i usiadł bokiem na fotelu, a twarzą do mnie.
- Emma posłuchaj. - zaczął obracając w palcach kluczyki do samochodu. Chwyciłam jego dłonie w swoje chcąc dać mu otuchy i wsparcia. - Pomyślałem, że skoro zgodziłaś się zostać moją żoną to dobrym pomysłem byłoby gdybyśmy zamieszkali ze sobą. Znalazłem ten dom w internecie. - wskazał na piękny budynek. - Kupiłem go dla nas.
- Czekaj, kupiłeś go? - zapytałam nieco wyższym głosem.
- Tak, dla nas, dla ciebie. Abyśmy mogli zamieszkać razem tak na serio. - wyjaśnił. Popatrzyłam na niego zdumiona. Byłam przekonana, że on żartuje ale poważny wyraz jego twarzy utwierdził mnie, że jednak on mówi serio.
- Możemy go zobaczyć? - zapytałam.
- Jasne. - odpowiedział wysiadając z samochodu. Zrobiłam to samo. Louis chwycił mnie za rękę i ruszyliśmy w stronę domu.
Do drzwi prowadziły szerokie schody. Pokonaliśmy je bez trudu. A gdy znaleźliśmy się pod drzwiami Louis wyciągnął z tylnej kieszeni plik kluczy i otworzył duże, dębowe drzwi.
Pierwsze co zobaczyłam po przekroczeniu progu to przestrzeń i ogromne schody prowadzące na piętro.
Po prawej stronie przechodziło się do potężnych rozmiarów salonu, a na lewo była kuchnia.
Wchodząc do salonu po prostu się zakochałam. Puściłam dłoń Louisa i podeszłam do okna. Widok zapierał dech w piersiach, widoczne był morze. Poczułam dłonie chłopaka na swoich biodrach. Odwróciłam się do niego twarzą i wspinając się na palcach cmoknęłam go w samiutkie usta.
- Podoba ci się? - zapytał, chodziło mu o cały dom.
- Jest piękny i naprawdę jest nasz? - zapytałam. Kiwnął głową potwierdzając moje słowa.
- Naprawdę, jest cały nas. Możemy z nim robić co chcemy. Możemy zburzyć, wybudować nowy dom, możemy go wyremontować, możemy zmienić kolory ścian. Możemy robić co tylko nam się z nim podoba. - wyjaśnił Louis. Nadal nie mogłam w to uwierzyć. Jeszcze kilka miesięcy temu byłam sama. Zdana sama na siebie, sama podejmowałam decyzję dotyczące mojego życia, nie miałam nikogo przy swoim boku. A odkąd jestem z Louisem czuję że żyję. Jestem szczęśliwa, czuję się świetnie mimo kilku ostatnich tygodni gdy prawie że umierałam z tęsknoty za nim. Ale teraz wiem i widząc jego poświęcenie jakie wkłada w to wszystko widzę że naprawdę się stara, aby dać mi poczucie bezpieczeństwa oraz zapewnić mnie iż wszystko będzie dobrze i już żadne złe moce nas nie rozdzielą.
- Dziękuję Loui. - powiedziałam przytulając się do jego torsu. Jedna łezka poleciała mi po policzku.
Louis otarł ją swoim kciukiem.
- Nie płacz, teraz możemy być szczęśliwi. Razem. - powiedział trącając mnie palcem w nos. - Moje wyniki są świetne, lekarz mówi że choroba odeszła i już prawdopodobnie nie wróci. Więc pozostaje nam się cieszyć sobą.
Uśmiechnęłam się przez łzy. Cieszyłam się, że Louis w końcu jest zdrowy, że choroba odeszła i miejmy nadzieję, że już nigdy nie zagości w naszym życiu.
- A możemy coś jeszcze zrobić?
- Jasne, co tylko chcesz Dziś spełniam wszystkie twoje prośby. - powiedział szczerząc się do mnie.
- Chciałabym pojechać do rodzi i do ciotki Mary. - wyjaśniłam,a  głupi uśmieszek zszedł Louisowi z twarzy, a zamiast niego pojawiło się malutkie przerażenie i niepewność.
- Jesteś pewna, że chcesz ją zobaczyć? - zapytał upewniając się czy na pewno pragnę tam jechać.
Kiwnęłam tylko głową.
- Tak, chcę się z nią zobaczyć.
Louis zgodził się kiwnięciem głowy. Ale zanim pojechaliśmy, oglądnęliśmy resztę domu.
Kuchnia była przepiękna. Jasne płytki zdobiły ściany, jasne meble dodawały temu uroku, a wszystko to dopełniała wyspa kuchenna stojąca na środku kuchni. Zawsze o takiej marzyłam, zawsze pragnęłam taką mieć.
Na górze doliczyłam się pięciu pokoi, każdy z łazienką. Ten dom naprawdę jest ogromny. Wspólnie z Louisem stwierdziliśmy, że największy pokój będzie naszą sypialnią. Uzgodniliśmy już gdzie położymy poszczególne meble i na jaki kolor pomalujemy ściany.
W końcu mogłam rzec, że jestem szczęśliwa. Załatwię tylko jedną sprawę i wtedy będę mogła odetchnąć pełną piersią i powiedzieć sobie, że moje życie w końcu jest idealne.

_____________________________________________________________________________
Tak sobie pomyślałam, że skończę w tym momencie aby Was przetrzymać trochę w niepewności *złowieszczy śmiech*
Ale tak na serio to co sądzicie o tym rozdziale? Podobał się, a może nie?
Błagam skomentujcie. Zbliżamy się powoli do końca, więc te osoby które rzadko komentują, albo wcale niech napiszą chociaż dwa słowa.
Dla Was to niewiele, a dla mnie uśmiech na twarzy i świadomość, że robię coś co komuś może się podobać (albo i nie).
Trzymajcie za mnie kciuki w przyszłym tygodniu, bo mam aż 3! kolokwia.
Jeśli przeżyję ten tydzień to będzie cud :)
I rozdziału w ciągu tygodnia prawdopodobnie nie będzie, sami rozumiecie dlaczego.
Więc do soboty :)
Ale zawsze jak chcecie się ze mną skontaktować możecie wejść na mojego aska <klik>   lub twittera <klik> i ze mną pogadać :)
Zawsze cieszę się, gdy ktoś do mnie napisze i będzie chciał pogadać :)

czwartek, 20 listopada 2014

ROZDZIAŁ 41.

Gdy zostałam sama w ciemnym pokoju oświetlanym jedynie za pomocą lampki nocnej stojącej na stoliku nocnym obok łóżka, zrozumiałam że tak naprawdę już nie mam wyboru i muszę zobaczyć to nagranie. Bałam się co tam może być. Wiedziałam, że na pewno będzie na nim Louis. Zastanawiałam się czy jestem psychicznie gotowa, aby go zobaczyć. Przyznałam że go kocham, bo to jest normalne. Nie da się tak łatwo pozbyć uczucia z dnia na dzień.
Dobra, raz kozie śmierć powiedziałam sobie w myślach i nacisnęłam przycisk odtwarzania.
Ciemność, ciemność, a za chwilę postać Louisa. Prawie się rozpłakałam widząc go.
Wyglądał tak... inaczej. Był chory, widziałam to po jego oczach, po smutnym wyrazie twarzy, po jego bladej cerze, bez żadnego połysku, bez rumieńców na policzkach.
Jednym słowem, to wyglądał okropnie, ale i tak nadal go kochałam. Moje serce zabiło szybciej gdy pojawił się na ekranie.
Kiwnął głową, dając znać do operatora kamery.

Cześć Emma. Mam nadzieje, że Liam dał ci to nagranie do obejrzenia, bo jak nie to ja się z nim rozliczę.

Uśmiechnął się, tak słodko, tak louisowo, że z moich oczu poleciały łzy.

Więc na początek pragnę wyjaśnić ci dlaczego w ogóle nagrywam ten filmik. Długo zastanawiałem się jak mam ci przekazać informację, że jestem chory. Chciałem to zrobić zaraz po tym, jak się o tym dowiedziałem ale było mi zbyt trudno wydusić z siebie choćby jedno zdanie. Wiesz, że jestem tchórzem, nie jestem taki odważny jak ty.
Dlatego postanowiłem cię okłamać. Wiem, wiem, wiem masz rację źle zrobiłem, ale ja musiałem. Masz prawo być na mnie wściekła, ale ja to rozumiem i nie dziwię ci się że mnie znienawidziłaś, ale zrobiłem to dla twojego dobra.
Wolałem uniknąć twojego współczującego wzroku, bo naprawdę to nie byłoby konieczne.
Chciałem zapamiętać cię uśmiechniętą, pełną życia i miłości do mnie.
Zdaje sobie sprawę, że źle postąpiłem nie mówiąc ci o tym, ale tak było lepiej. Ja nie męczyłem się widząc ciebie smutną i pogrążoną w żalu, ani ty nie musiałam patrzeć na mnie gdy... umieram.

Jego oczy były tak hipnotyzująco niebieskie, że nie mogłam od nich oderwać wzroku. Słuchałam dalej, łzy ciurkiem leciały mi po policzkach, ale miałam to gdzieś aby je wytrzeć, pozwoliłam im lecieć alej.
Nie zdawałam sobie sprawy, że mówi o śmierci dopóki o tym nie wspomniał. Zrobiło mi się, żal że ciągle go odpychałam zamiast dać mu szansę na wyjaśnienie tej kwestii.

Chciałbym, abyś wiedziała że będę cię kochał. Zawsze będę cię kochał, bo dzięki tobie zrozumiałem czym jest prawdziwe uczucie. Nie jest to czymś prymitywnym, naciąganym i udawanym.
Nasza miłość była prawdziwa, Ba! Co ja gadam nadal jest, o ile będziesz o mnie pamiętać. Bo ja będę zawsze.
Chciałbym aby ten filmik był dłuższy, ale nie jestem w stanie dalej mówić. Mógłbym gadać o tym , że bardzo cię kocham, ale ty o tym bardzo dobrze wiesz.
Chciałbym również ci podziękować, za to ze byłaś przy mnie. Że dałaś mi siłę do walki, bo dzięki tobie jeszcze żyję. Myślenie o tobie spowodowało, że ten filmik jest nagrywany.
Przepraszam, że nie wyjawiłem ci całej prawdy od razu, na początku, ale tak było lepiej i dla mnie i dla ciebie.
Przepraszam jeszcze raz Emma i bądź szczęśliwa.

Głos Louisa zniknął, a ekran stał się cały czarny.
Nie czułam bólu, żalu, złości. Byłam oazą spokoju, jak nigdy. Starałam się to sobie poukładać w głowie, ale gdy za każdym razem przypominałam sobie ten zmartwiony i pełen bólu wyraz twarzy Louisa wiedziałam że nie mogę tak tego zostawić.
Wiedziałam, że nadal go kocham, a on kocha mnie, co właśnie powiedział w filmiku.
Był chory, a może nadal jest? Tego nie wiem, ale wiem jedno że chcę dowiedzieć się jak najwięcej na ten temat od niego samego, bo na to zasługuję.


***

Oglądałam to nagranie chyba setny raz. Ale nie mogłam oderwać wzroku od Louisa. Tak bardzo jestem zła na to, że nic mi nie powiedział. Dobra, przyznaję się szczerze, że jak pierwszy raz obejrzałam to nagranie współczułam mu tej choroby. Bo jednak choróbsko to nic fajnego, naprawdę.
Ale z biegiem czasu i z każdym ponownym naciśnięciem guzika odtwarzania złość coraz to bardziej we mnie narastała. Byłam wściekła na niego za to, że mnie tak potraktował. No bo który normalny i kochający swoją dziewczynę chłopak tak właśnie postępuje? Żaden. Ale to się nie tyczy pana zarozumiałego egoisty Tomlinsona. Wiem, że chciał dobrze dla mnie. Ale bez przesady, ja potrafię sobie poradzić z takimi rzeczami i pokazałabym mu, że jestem z nim. że go wspieram, że jest dla mnie najważniejszy. Ale on nie dał mi takiej szansy, po prostu stwierdził że dla mnie będzie najlepiej, gdy mnie okłamie, zostawi i wyjedzie.
- Emma. - głos Ve dobiegł zza drzwi. Dobijali się do mnie od jakiejś godziny, a ja zapłakana siedziałam na łóżku i oglądałam raz za razem nagranie Louisa.
Nie odzywałam się do nich, nie mogłam. Łzy mi na to nie pozwoliły. Byłam roztrzęsiona, zła i było mi zimno.
- Emma otwórz. Błagam cię. - nie ustępowali. Tym razem Liam pukał w drzwi.
- Ale co się dzieje? - usłyszałam jakiś męski głos dobiegający zza ścianą. Nie wiem czy się przesłyszałam, ale chyba usłyszałam Louisa. Nie zwracałam na to uwagi. Ciągle odtwarzałam jedno i to samo nagranie, chcąc zrozumieć jaki Louis miał w tym cel.
- Dlaczego ona tam siedzi? Co się stało? - znowu ten sam głos i moje zignorowanie go.
- Ja tego nie zrobię. - za trzecim wypowiedzianym zdaniem już wiedziałam, że to na pewno Louis, nie kto inny.
Czyli, że on tutaj jest? Liam musiał po niego zadzwonić. Jak kopnę kiedyś tego Liama w d....
- Emma? To ja Louis. Wyjdziesz? - lekkie pukanie, wcale nie podobne do Louisa sprowadziło mnie na ziemię. Podeszłam do drzwi i przyłożyłam ręce i czoło do drewnianej powłoki.
Płacz ustał, łzy wyschły, dreszczy nie było. Czy mogłam wyjść z pokoju i stanąć twarzą w twarz z Louisem? Nie byłam na to gotowa, ale musiałam to zrobić, innego wyjścia nie było.
Wyjęłam płytę z odtwarzacza i schowałam do torebki, w końcu była ona przeznaczona dla mnie.
Otarłam jeszcze oczy i policzki, po czym przekręciłam klucz w drzwiach.
Ostrożnie je otworzyłam i zobaczyłam wszystkie pięć tak dobrze znanych mi twarzy, ale jedną zapamiętam na zawsze.
- Emma jak dobrze, że...
- Perrie, Zayn. - zwróciłam się do przyjaciół, jednocześnie przerywając Ve w pół zdania.
- Przepraszam was za wszystko i za to, że okupywałam tak długo waszą sypialnię. - uściskałam ich na przeprosiny. Kiwnęli tylko głowami przyjmując moje przeprosiny.
Odwróciłam się i chcąc ubrać buty mój wzrok napotkał wzrok Louisa.
Patrzyliśmy sobie przez jakiś czas w oczy, aż w końcu się otrząsnęłam i szybko zabierając swoje rzeczy wyszłam z mieszkania. Rzuciłam jeszcze szybkie przepraszam za siebie i zbiegłam schodami w dół.
Rześkie powietrze uderzyło mnie w twarz, tak mocno że aż zabolało. Może to i lepiej, bo w końcu otrząsnęłam się z zamyślenia. Wiem, że źle postąpiłam uciekając, ale nie wymyśliłam żadnego innego wyjścia z tej sytuacji. Gdy zobaczyłam go stojącego na przeciwko mnie i patrzącego na mnie tymi swoimi hipnotyzującymi oczami nie wiedziałam co mam zrobić.
Uciekłam.


Perspektywa Louisa

Droga z firmy do mieszkania Zayna zajęła mi niecałe dwadzieścia minut. Miałem nadzieję, że Emma nadal tam jest, że czeka na mnie. Chociaż nie spodziewałem się cudów.
Biegiem pokonałem odległość od parkingu do klatki schodowej. W końcu zapukałem do drzwi mieszkania Zayna i Perrie. Otworzyła dziewczyna.
- Cześć Louis, super cię widzieć.- ucałowała mnie w policzek, a ja zatrzasnąłem za sobą drzwi.
Perrie zaprowadziła mnie do salonu, gdzie siedzieli już Liam z Ve i Zayn. Przywitałem się z chłopakami uściskiem dłoni, a Ve ucałowałem w policzek. Usiadłem obok Zayna i zapytałem.
- Gdzie Em? - rozejrzałem się po pokoju chcąc uzyskać jakąś odpowiedź, ale żadne z nich nie chciało mi odpowiedzieć.
- Widziałem jej rzeczy w holu, wiec gdzieś musi tutaj być. - powiedziałem patrząc każdemu po kolei w oczy. Miałem nadzieję, że Perrie mi wszystko wyjaśni ale ona siedziała cicho trzymając Zayna za rękę i milczała.
- To może ja wyjaśnię. - Liam w końcu się odezwał. Poprawił się na kanapie i zaczął mówić.
- Emma ogląda właśnie twoje nagranie. To, które nagraliśmy gdy leżałeś w szpitalu.
Przełknąłem głośno ślinę. Emma właśnie dowiaduje się o mojej chorobie, widzi mnie gdy byłem ledwo żywy, słyszy moje słowa które zostały już dawno temu wypowiedziane i które nadal są gdzieś we mnie i nadal wierzę że Emma czuje to samo.
- Siedzi tam od kilku godzin i kilka razy już pukaliśmy w drzwi, ale nie otrzymaliśmy żadnej odpowiedzi Louis. - wtrąciła Perrie.
- Boimy się o nią. - szepnęła Ve. Ona chyba najbardziej to przeżywała, widziałem po tym jak się denerwowała.
- A jeszcze ta gazeta. Louis musisz coś z tym zrobić. - dodała Perrie.
- Co? Jaka gazeta? - zapytałem zdenerwowany. Nie wiedziałem nic o żadnej gazecie.
- Ten artykuł w tej głupiej gazecie opisuje twoje spotkanie z Emmą, gdy wpadłeś na nią przed kawiarnią, z której wychodziła. Em to widziała i od razu po tym wpadła do nas. Chciała abyśmy jej wyjaśnili o co chodzi. - zaczęła Perrie smutniejąc. - I wtedy Liam postanowił dać jej twoje nagranie do obejrzenia. I tak siedzi którąś godzinę z rzędu i płacze oglądając je.
- Muszę tam wejść. - oznajmiłem wstając z kanapy.
- Zaczekaj. - Liam złapał mnie za ramię pociągając w tył. - Niech Ve sprawdzi co i jak okej? - zaproponował, a ja kiwnąłem głową zgadzając się z nim.
Wszyscy ruszyliśmy pod drzwi sypialni Zayna i Perrie.
- Emma. - Ve zapukała do drzwi i cicho wypowiedziała jej imię. Emma się nie odezwała, nie było nic słychać zza drzwi.
- Emma otwórz. Błagam cię. - tym razem Liam spróbował.
- Ale co się dzieje? Dlaczego nie odpowiada? - zapytałem chłopaka podchodząc bliżej drzwi i przystawiając ucho do drewnianej powłoki.
- Dlaczego ona tam siedzi? Co się stało? - zapytałem ich, ale żaden z nich mi nie odpowiedział. Stali tylko i patrzyli na mnie jak na idiotę.
- Może to ty powinieneś do niej coś powiedzieć? - zaproponował Zayn. Popatrzyłem na niego.
- Ja tego nie zrobię. - pokręciłem głową nie zgadzając się na to.
- Louis, proszę spróbuj może wyjdzie. Martwię się o nią. - Ve błagała mnie prawie że na kolanach. Zmartwiony wyraz jej twarzy mówił, że dziewczyna naprawdę martwi się o siostrę.
- Emma? To ja Louis. Wyjdziesz? - zapukałem lekko, ale wcale nie byłem pewien czy usłyszała.
Przyłożyłem ręce i czoło do drewnianej powłoki. Czułem, gdzieś w głębi siebie że ona robi to samo. Wyczułem jej dłonie ułożone dokładnie w tym samym miejscu co moje. Może to się wydawać głupie, ale tak właśnie było.
Nagle usłyszałem przekręcający się kluczyk w drzwiach. Odsunąłem się w tył, aby Emma mogła spokojnie przejść. Popatrzyła na mnie przez sekundę, a następnie spuściła głowę w dół. Zauważyłem czerwone oczy od płaczu, mokre policzki, smutny wyraz twarzy.
Czy ona przeze mnie płakała? To pewne...
- Emma jak dobrze, że... - zaczęła Ve, ale Em wtrąciła się jej w słowo.
- Perrie, Zayn. Przepraszam was za wszystko i za to, że okupywałam tak długo waszą sypialnię. -  podeszła do nich i uściskała. Kiwnęli tylko głowami przyjmując przeprosiny.
Nasze oczy się spotkały, gdy odwróciła się aby ubrać buty.
Patrzyliśmy sobie przez jakiś czas w oczy, aż w końcu Emma się otrząsnęła i szybko zabierając swoje rzeczy wyszła z mieszkania. Rzuciła jeszcze szybkie przepraszam i uciekła.
- Idź za nią. - poganiała mnie Perrie. Rzuciłem tylko ostatnie spojrzenie na moich przyjaciół trzymających za mnie kciuki i ruszyłem w dół.
Zimne powietrze owiało mi twarz, gdy wypadłem jak postrzelony przed blok.
Rozejrzałem się dookoła, ale nigdzie nie widziałem Emmy. Dopiero gdy bardziej przyjrzałem się małemu placowi zabaw ujrzałem ją. Siedziała na huśtawce i bujała się to w tył to w przód.
Powoli podszedłem do niej. Chyba mnie nie zauważyła, gdy usiadłem na sąsiedniej huśtawce, bo miała zamknięte oczy i spuszczoną głowę.
Żadne z nas się nie odzywało. Nie mieliśmy potrzeby, nie chcieliśmy, potrzebowaliśmy być blisko siebie, ale nie mówić nic. Po prostu być blisko.
- Dlaczego mi nie powiedziałeś? - zapytała. Wiedziałem, że to pytanie kiedyś padnie. Długo zastanawiałem się jak na nie odpowiedzieć.
Odetchnąłem głęboko i odpowiedziałem.
- Nie chciałem cię martwić.
- Martwić? Czy ty się słyszysz Louis? - zapytała prawie, że krzycząc na mnie.
- Pozwiedzałeś, że wyjeżdżasz a gdy zapytałam czy to ma związek z jakąś dziewczyną nie zaprzeczyłeś. - zaczęła płakać. Chciałem złapać ją za dłoń, ale odepchnęła mnie.
- Wolałem, abyś w to uwierzyła niż czuła się jeszcze gorzej przeze mnie i musiała mnie oglądać w takim stanie. Uwierz mi Em, nie chciałabyś mnie takiego widzieć.
- Widziałam, na nagraniu. - załkała.
- To było jeszcze przed najgorszym. Leżałem dwa tygodnie w śpiączce. Co byś wtedy zrobiła? - zapytałem poważnie. Zastanawiałem się jakby to było gdyby Emma była obok mnie. Zapewne czułbym się z jednej strony okropnie, że dziewczyna musi mnie takiego widzieć, a z drugiej strony cieszyłbym się że jest blisko mnie i wspiera mnie na każdym koku.
- Byłabym przy tobie, jak każda kochająca dziewczyna. Wspierałabym cię, trzymała za rękę. Byłabym przy tobie Louis. - odpowiedziała patrząc na mnie wściekle.
- Jak ty byś się poczuł gdybym ja cię okłamała i pojechała do jakiegoś ośrodka leczyć się i tobie nic nie powiedziała? - zapytała po kilku minutach ciszy panującej między nami. Pogoda nie sprzyjała, aby siedzieć na zewnątrz. Zimny wiatr powiewał ze wszystkich stron powodując iż dostałem gęsiej skórki.
- Byłbym wściekły. - odpowiedziałem zgodnie z prawdą.
- No widzisz? I ty się dziwisz dlaczego ja tak zareagowałam na to. Louis czy ty naprawdę myślałeś, że gdybyś mi powiedział o swojej chorobie zostawiłabym cię? - popatrzyła na mnie ze łzami w oczach.
Nie odpowiedziałem nic. Nigdy się nad tym nie zastanawiałem. Wiem, zachowałem się bardzo egoistycznie.
- Gdybym mógł cofnąć czas, zrobiłbym to i zapewne powiedziałbym ci o wszystkim. Nie okłamałbym cię. - próbowałem złapać ją za rękę i tym razem mnie nie odepchnęła. Uśmiechnąłem się w duchu do siebie i miałem nadzieję, że może jest jeszcze dla nas szansa.
- Ale nie możesz tego zrobić Louis. Mogłeś myśleć jak mi mówiłeś o tym, że wyjeżdżasz. - zaznaczyła.
- Wiem, Em i bardzo za to przepraszam. - powiedziałem skruszony spuszczając głowę w dół. - Czy... czy jest może jakaś szansa dla nas? - zapytałem nie podnosząc głowy.
- Nie wiem. - odpowiedziała cicho próbując wyrwać dłoń z mojego uścisku. Nie pozwoliłem jej na to. Uklęknąłem tylko przed nią i chwyciłem drugą dłoń w swoją. Przyłożyłem je do serca i patrzyłem jej prosto w oczy.
- Kochasz mnie jeszcze? - zapytałem cicho. Chmury stawały się coraz bardziej ciemniejsze, zanosiło się na deszcz. Zaledwie kilka sekund i lunie.
- A ty mnie? - odpowiedziała pytaniem na pytanie.
- Oczywiście. Kocham cię. - zapewniłem całując wierzch jej dłoni.
Czekałem na odpowiedź od niej, ale nie uzyskałem żadnej. Po chwili Emma wzięła głębszy wdech i patrząc mi prosto w oczy powiedziała, a raczej szepnęła.
- Bo ja ciebie też i to bardzo mocno. - nie mogłem uwierzyć w to co właśnie usłyszałem. Uśmiech zawitał na mojej twarzy i na jej również. Niewiele myśląc nachyliłem się nad nią i ją pocałowałem. A wtedy z nieba zaczął padać deszcz.
Moczył nasze ubrania, nasze włosy, ale my nie przejmowaliśmy się tym. Ja klęczałem, ona siedziała na huśtawce. Nie obchodziło nas to, że ktoś może na nas patrzeć. Liczyła się Emma i tylko ona. Moja, kochana i jedyna Emma która nadal mnie kocha.
Mimo tego co jej zrobiłem.
Mimo tego, że ją okłamałem.
Mimo tego, że nie byłem z nią szczery, ona nadal mnie kocha. Czyż życie nie jest cudowne.
Oderwaliśmy się od siebie. Złączyliśmy nasze czoła ze sobą. Woda skapywała po nas, ale mieliśmy to gdzieś. Patrzyłem jej w oczy, w te piękne tęczówki, które zapamiętam do końca życia.
- Kocham cię. - szepnąłem.
- Kocham cię. - odpowiedziała, czułem jej gorący oddech na moich ustach. Lekko pochyliła się w moja stronę i nasze usta się złączyły.
Zarzuciła mi ręce na ramiona, a ja objąłem ją w pasie. Byliśmy cali mokrzy, brudni i cholernie szczęśliwi, że w końcu udało nam się dogadać.
- Chyba powinniśmy iść zanim na dobre się rozpada, a my będziemy przeziębieni. - zauważyła Emma. Zgodziłem się kiwając głową, po czym wstałem z kolan i łapiąc dziewczynę za rękę pobiegliśmy do mojego samochodu.
Cieszyłem się, że w końcu Emma jest ze mną. Że siedzi właśnie w moim samochodzie i mogę ją dotknąć i na nią spojrzeć kiedy będę chciał.
- Chciałbym ci jeszcze coś powiedzieć. - rzekłem wyjeżdżając  z parkingu i kierując się do mieszkania dziewczyny.
Ogrzewanie było włączone na full. Emma pocierała dłoń o dłoń, aby dać im nieco więcej ciepła.
Popatrzała tylko na mnie czekając aż rozwinę swoją myśl.
Wziąłem głęboki oddech i w końcu powiedziałem.
- Nie zdradziłem cię, wiesz?
- Wiem. - odpowiedziała zaskakując mnie tym. Naprawdę nie spodziewałem się, że ona o tym wie.
- Skąd? - dopytywałem co chwila zerkając na nią.
- Po prostu wiem, że nie mógłbyś mi tego zrobić. Za bardzo mnie kochasz, prawda? - zapytała. Uśmiechnąłem się do niej szeroko i kiwnąłem głową.
Przez całą drogę do jej mieszkania Emma była strasznie smutna. Nie odzywała się za dużo, w sumie ja też nie za dużo gadałem.
- Em dlaczego nic się nie odzywasz? - zapytałem parkując jak najbliżej wejścia do bloku.
Nie chciałem, abyśmy jeszcze bardziej zmokli. Ale moje zwyczajowe miejsce było zajęte przez jakieś duże, czarne auto.
- Co za idiota stanął na moim miejscu? - powiedziałem zbulwersowany.
Emma przełknęła tylko głośno ślinę, po czym odpowiedziała.
- Eric. - a mnie przeszedł dreszcz wzdłuż kręgosłupa sygnalizujący, że czeka nas bardzo miłe spotkanie.

_______________________________________________________________________________
Przepraszam, że nie dodałam tego rozdziału w weekend.
Ale po pierwsze nie był on skończony, a po drugie był beznadziejny, a po trzecie cholernie źle się czułam.
Następnie pragnę przekazać, iż zbliżamy się do końca tego opowiadania.
Zostało mi jeszcze kilka rozdziałów do napisania, więc jeszcze się z Wami nie żegnam :)
Miłego dnia!

czwartek, 13 listopada 2014

ROZDZIAŁ 40.

W sobotę rano wstałam w miarę wyspana. Nie żebym w nocy nie spała. Bo spałam, kilka godzin ale zawsze coś, prawda? Dzisiejszy dzień, jako że mam wolny od pracy, poświęcam na posprzątanie w domu. Dużo kurzu się już uzbierało, dużo śmieci do wyrzucenia, i ogólnie pasuje odkurzyć okruszki z kanapy.
Dlatego dziś od rana latam ze szmatką z pomieszczenia do pomieszczenia. Eric ma dziś jakieś ważne załatwienia w pracy i zapewne dziś się nie spotkamy. Ubolewam nad tym, bo naprawdę super by było go zobaczyć po męczącym dniu, ale rozumiem że chłopak ma swoje sprawy i przede wszystkim pracę, w której nie może wziąć wolnego.
Ve dobija się do mnie od samego rana, ale ja nie mam ani ochoty ani czasu z nią gadać. Skoro jest po stronie wroga, to niech nadal sobie tam będzie.
Louis nie raz próbował się ze mną skontaktować, a ja co robiłam? Ignorowałam go. Nawet wyciszyłam dźwięk w telefonie, aby ciągle go nie słyszeć. A pod koniec dnia okazywało się, że mam dwadzieścia nieodebranych połączeń i tyle samo smsów, których nawet nie czytałam.
Błagał mnie o wybaczenie, przepraszał milion razy, a ja nie ustępowałam.
Tak, kocham go nadal i obawiam się że nigdy nie przestanę, ale straciłam do niego zaufanie. Miałam jeszcze nadzieję, że jakoś oboje dojdziemy do porozumienia i wrócimy do siebie, ale wątpię aby tak było.
Nie powiedziałam Erickowi o Louisie i o tym co między nami było. Próbowałam za każdym razem gdy chłopak był obok mnie, to już miałam mu się zwierzyć ale albo jego telefon zadzwonił, albo nie miałam jak bo Eric zajęty był swoja pracą. Lub najwyraźniej w świecie czułam, że to nie ten moment.
Wiem, tchórz ze mnie. Bo zamiast na początku mu o nim powiedzieć, ja zwlekam tyle czasu i nie wiadomo ile jeszcze mi to zejdzie.
Chciałabym być odważniejsza. Powiedzieć sobie w środku: Dawaj Emma, raz kozie śmierć. Ale najzwyczajniej w świecie nie potrafię.
Tak bardzo mi to ciąży, bo chciałabym zacząć nowy etap swojego życia bez rozpamiętywania przeszłości, ale nie da się.
Pamiętam jak moja babcia zawsze powtarzała, że gdy w przeszłości coś mocno zakotwiczyło się w nas, to w przyszłości nas nie opuści. I tak mi się zdaje, że moja miłość do Louisa raczej, albo w ogóle nie będzie chciała mnie zostawić i opuścić.
Zawsze gdy sprzątam, a zwłaszcza odkurzam nachodzą mnie różne myśli. I akurat dziś musiały to być wspomnienia związane z Louisem.
Przypomniałam sobie jak ostatnio sprzątałam w mieszkaniu i specjalnie przeszkadzałam Louisowi w pracy.
Uśmiechnęłam się na to wspomnienie. Jasne, że za nim tęsknie, cholernie tęsknie.
Chciałabym móc go znów przytulić, poczuć jak oplata swoje ramiona wokół mojej talii oraz szepce do ucha słodkie słówka.
Ale z drugiej strony nie mam ochoty znów go widzieć. Jego widok jest za bardzo bolesny dla mnie. A zwłaszcza ostatnio, gdy wygląda jak trup. Blady, bez życia, beż uśmiechu na twarzy.
Co się z nim dzieje? Zapewne się tego nie dowiem, bo nie mam od kogo ani jak.
Liam milczy, nie zadzwonił do mnie odkąd kazałam mu dać mi spokój i chyba mnie posłuchał bo nie odezwał się do mnie od tamtego czasu.
W sumie nie dziwię się mu. Bezbronna, zraniona dziewczyna każe mu się odczepić, a potem dziwię się że chłopak mnie unika.
Dobra, dość tych myśli na temat Louisa. Od dziś zaczynam całkiem nowe postanowienie. Nie mówić, nie myśleć o Louisie.
Ale to wcale nie jest takie proste jak się może komuś wydawać. Naprawdę nadal go kocham, czuję coś do niego w środku serca i to uczucie nie chce mnie opuścić. Jestem przekonana, że jakbym go teraz zobaczyła rozkleiłabym się przy nim i wpadł w jego ramiona, które zapewne byłyby otwarte i czekały na mnie. To mnie najbardziej przeraża.
Gdy wszystko było już w mieszkaniu ogarnięte siadłam na kanapie w salonie z kubkiem mrożonej herbaty w dłoni i odpoczywałam. Byłam taka dumna z siebie za to, że udało mi się posprzątać całe mieszkanie, a ono naprawdę jest maleńkie.
Teraz pasuje tylko zrobić zakupy na obiad, przygotować go i będę mieć wolne popołudnie.
Zebrałam się w sobie i z reklamówką oraz portfelem w dłoni zeszłam na dół do malutkiego sklepu niedaleko mojego mieszkania.
Kupiłam wszystkie najpotrzebniejsze rzeczy do zrobienia placuszków drożdżowych z dżemem.
Zawsze je uwielbiałam. Łatwo się je przyrządza i są bardzo pożywne.
Kupiłam mleko, drożdże, mąkę i oczywiście dżem malinowy - mój ulubiony.
Ze wszystkimi produktami leżącymi bezpiecznie w koszyku podeszłam do kasy. Stanęłam w małej kolejce, która utworzyła się przede mną i posyłając uśmiech starszej kobiecie stojącej przede mną zaczęłam się rozglądać po wnętrzu sklepu. Nagle mój wzrok padł na stoisko z gazetami. I najlepsze w tym wszystkim było to, że na pierwszej stronie jakiegoś plotkarskiego magazynu widniał buźka Louisa.
Zamrugałam kilka razy, aby upewnić się czy to na pewno on. Ale gdy podeszłam bliżej nie myliłam się. Chwyciłam gazetę i od razu otworzyłam na odpowiedniej stronie. Louis nie wyglądał jak on, wydawał się taki smutny, inny.
Ale zaraz, im bardziej przyglądałam się temu zdjęciu to tym bardziej przypominałam sobie, gdzie ono było zrobione. Wtedy, gdy wychodziłam z kawiarni, a Louis na mnie wpadł i wszystkie rzeczy z mojej torebki mi się rozsypały. Czyżby paparazzi na niego polowali i śledzili każdy jego krok? Czyżby zrobili nam zdjęcie, gdy rozmawiamy? Na to wygląda.
Ale najbardziej szokujące w tym wszystkim było to, gdy przeczytałam pierwszych kilka zdań tam napisanych.

Czy jeden z największych biznesmenów w Wielkiej Brytanii rozstał się ze swoja miłością?
Louis Tomlinson, bo to o nim mowa, chyba pokłócił się ze swoją druga połówką która krótko, zwięźle i na temat powiedziała mu żeby po prostu się do niej odczepił i dał jej spokój.

Jejku skąd oni biorą takie informacje Przewróciłam oczami, ale czytałam dalej.

Może to przez jego mały sekret?
Czasopismo Stars, rozgryzło tajemnicę młodego prezesa. Okazało się, że pan Tomlinson zachorował i musiał nagle wyjechać. Przez kilka tygodni nikt nie wiedział gdzie się znajduje, ani co robi. Pytaliśmy ludzi pracujących dla Tomlinsona gdzie ich szef może by, ale każdy nas zbywał. Aż tu nagle wiemy co się z nim działo.
Czyżby walka o życie poszła na marne i młody prezes stracił miłość, firmę i zdrowie?
Na to wygląda.

- CO? - wydarłam się na cały sklep. Dopiero po chwili dotarło do mnie, gdzie jestem i co właśnie zrobiłam.
Grupka ludzi czekająca do kasy popatrzyła na mnie jak na idiotkę. Przeprosiłam tylko za swoje wybuchowe zachowanie, zapłaciłam za zakupy i z siatką pełną produktów pobiegłam do mieszkania. Wiem, że to co właśnie przeczytałam może nie być prawdą, bo przecież w takich gazetach są same plotki, ale jak to mówią w każdej plotce jest ziarenko prawdy.
Gdy wpadłam do mieszkania, tylko się przebrałam i zabierając torebkę z blatu w kuchni zbiegłam na dół. Próbowałam dodzwonić się i do Ve i do Liama, ale żadne z nich nie odbierało.
Jak trzeba to nikt nie odbiera, ale jak ja nie trzeba to dobijają się do mnie nawet w nocy. Przewróciłam oczami i pędem biegłam do metra.
Moim celem było mieszkanie Zayna i Perrie, może oni będą wiedzieć co się dzieje z Louisem. Chyba, że ich też okłamał?


Perspektywa Louisa

- Dzień dobry panie prezesie. Jak miło znów pana widzieć. - moja asystentka przywitała się ze mną wstając zza swojego biurka. Nie mogłem wyjść z podziwu, że ta młoda i krucha dziewczyna dała radę mnie zastąpić w mojej firmie. Rzecz jasna nie sama musiała nią kierować, ale główne decyzje podejmowała właśnie ona.
- Dzień dobry Andrea. Wszystko w porządku? - zapytałem stając naprzeciwko jej biurka.
- Tak, wszystko jest w jak najlepszym porządku. Poczta leży u pana na biurku. - zakomunikowała, a ja udałem się do swojego biura. Niby dziś sobota, czyli dzień wolny od pracy, ale musiałem się pojawić w biurze. Potrzebowałem tego, jak wody i powietrza.
Zawsze lubiłem pracować, nigdy się tego nie bałem i zawsze podchodziłem do tego z uśmiechem. Ale dziś, był wyjątkowy dzień ponieważ nie miałem ochoty w ogóle myśleć o pracy. Właściwie to sam nie wiem dlaczego wstałem rano z łóżka, ubrałem się i pojechałem do biura.
Może tego potrzebowałem, albo po prostu udawałem iż tego pragnę.
Ostatnio moje życie kręci się tylko wokół pamiętania o braniu tabletek i ścisłej diecie. Lekarz zalecił mi, abym się nie przemęczał i najlepiej jakbym leżał plackiem w domu i nigdzie nie wychodził. Ale ja tak nie potrafię, odkąd pamiętam zawsze coś robiłem, zawsze w moim życiu coś się działo.
A teraz? Zabraniano mi wszystkiego, i to dosłownie.
Odkąd Emma kazała mi się od niej odczepić, jak to powiedziała staram się o niej nie myśleć już nawet nie zliczę ile razy trzymałem telefon w ręce z wybranym jej numerem.
Kocham ją i to chyba jest oczywiste. Będę o nią walczył do upadłego. Tylko pozostaje jeszcze jedna kwestia - pozbycie się tego gnojka co się obok niej zaczął kręcić. On jakiś dziwny jest. Sam nie wiem gdzie oni się poznali i skąd on się wziął. Zastanawiałem się czy przedstawił ją już rodzicom, czy Emma tak samo śmieje, gdy była ze mną?
Aż mnie szlag trafia, gdy pomyślę jak ją całuje, jak przytula do siebie, że jest przy niej gdy jest smutna. Jak bardzo chciałbym to być ja, to nawet nikt sobie tego nie wyobraża.
Chciałbym ją przytulać, szeptać że ją kocham, udowadniać jej ze mi zależy. Ale nie mogę. Siedzę w biurze nad jakimś głupim projektem i myślę o dziewczynie którą nadal bardzo mocno kocham i nie mogę zrozumieć dlaczego nie powiedziałem jej o mojej chorobie. Ona na to zasługiwała, powinna wiedzieć, powinna znać prawdę. Ale ja - jako głupi idiota, pomyślałem że lepiej będzie jej o niczym nie mówić i teraz mam. Emma jest z innym, a ja zostałem sam.

***

- Liam, no nie mogę teraz. Mam kupę roboty do robienia. - zajęczałem do słuchawki, gdy przyjaciel zadzwonił.
Rozmawialiśmy już jakieś trzydzieści minut i chłopak błagał mnie żebym przyjechał do mieszkania Perrie i Zayna bo mają jakąś ważną sprawę do mnie.
- W sobotę? - zapytał zapewne marszcząc brwi.
- Tak, nie miałem co robić to przyszedłem do pracy. Czy to cię dziwi Liam? - zapytałem okręcając się na fotelu wokół swojej osi i wstałem. Podszedłem do okna i podziwiałem widok na Big Bena i Tamizę.
- Odkąd pamiętam to zawsze byłeś pracoholikiem Louis, ale dziś to przesadziłeś. Pamiętasz co lekarz ci zalecił? Żebyś się nie przemęczał i odpoczywał. A ty kilka dni po wyjściu z kliniki od razu jedziesz do pracy. Zgłupiałeś?! - Liam wydarł mi się do słuchawki, aż musiałem odsunąć ją od ucha.
- Nie krzycz, słuch mam w miarę dobry. - pomasowałem się po uchu. - Poza tym musiałem czymś zająć myśli, bo ciągle o niej myślę. - dodałem drapiąc się po czole.
Nagle naszą rozmowę przerwało pukanie do drzwi. Odwróciłem się trzymając ciągle telefon przy uchu.
- Proszę. - powiedziałem głośniej. Andrea wsadziła głowę do mojego gabinetu, a gdy nasze oczy się spotkały powiedziała.
- Panie prezesie czy mogłabym już pójść do domu? Dochodzi siedemnasta, a ja się umówiłam. - nieśmiały uśmiech zagościł na jej ustach. - Zrobiłam wszystko to o co mnie pan prezes prosił. - dodała.
- Oczywiście. Baw się dobrze. - odwzajemniłem uśmiech, a kobieta popatrzyła na mnie inaczej niż zwykle. Zapewne była zdziwiona, że życzę jej miłej zabawy. No ale cóż, zmieniłem się i to na dobre.
- Ty też powinieneś wyjść. - oznajmił Liam, gdy moja asystentka opuściła mój gabinet.
- Jak skończę to wyjdę. - powiedziałem.
- O której to będzie? - zapytał. Dociekliwy jak zawsze.
- Liam, nie mam pojęcia. - zajęczałem do słuchawki, gdy nagle coś zaczęło trzeszczeć i usłyszałem stłumione dźwięki.
- Liam? - zapytałem zaniepokojony. Bałem się, że koś na niego napadł i ukradł mu telefon ale gdy usłyszałem damski głos w słuchawce wiedziałem że nic mu się nie stało.
- Louis posłuchaj mnie.
- Ve? - zapytałem automatycznie się prostując.
- Tak, a teraz mnie wysłuchaj. Jestem na ciebie wściekła. Byłam po twojej stronie i nawet przez to pokłóciłam się z własną siostrą. dlatego chcę żebyś to naprawił.
- Jak niby mam to naprawić? - zapytałem siadając z powrotem na fotelu.
- Przyjedź do Zayna i Perrie, wszyscy tutaj jesteśmy. A Emma... - zaczęła, ale nie usłyszałem końcówki.
- A Emma co? - poganiałem ją.
Usłyszałem tylko głośny wdech, po czym odpowiedź.
- Emma właśnie ogląda twoje nagranie, to ze szpitala. - powiedziała po dłuższej chwili.
Serce podeszło mi do gardła. Pamiętam jak za pomocą Liama nagrałem je dla Emmy w razie gdybym umarł. Chciałem jej je pokazać w odpowiednim momencie, gdy będę na to gotów, gdy ona będzie na to gotowa, ale stchórzyłem. Ale przecież od czego ma się wspaniałych przyjaciół, którzy zawsze przyjdą ci z pomocą.
- Liam. - wyszeptałem tylko wiedząc, że to on za tym wszystkim stoi.
- Przyjedź tutaj, błagam cię. Boję się o nią. Siedzi zamknięta w pokoju i ogląda to nagranie po raz setny. Louis, musisz tutaj przyjechać. Szybko. - powiedziała, a ja już stałem przy drzwiach windy i nerwowo naciskałem guzik ją przywołujący.
Balem się, że Emma coś sobie zrobi po obejrzeniu tego nagrania. Dlatego właśnie chciałem jej je pokazać w odpowiednim momencie, a nie rzucić dziewczynę na głęboką wodę. Ale może dzięki temu zrozumie, ze nie mogłem inaczej postąpić. Myślę, że to moja jedyna i ostatnia szansa na odzyskanie Emmy. Bo jak nie teraz to nigdy.


Perspektywa Emmy


Perrie ucieszyła się na mój widok, ale również widziałam zaniepokojenie w jej oczach. Czy aż tak strasznie wyglądałam? No tak bez grama makijażu, w starych dżinsach i z włosami upiętymi byle jak, wyglądałam okropnie.
- Miło cię widzieć. - oznajmiła na wstępie, gdy weszłam do środka. Ściągnęłam buty, a dziewczyna zaprowadziła mnie do salonu, gdzie na jednej z kanap siedział Zayn i oglądał jakiś mecz w telewizji. Gdy mnie zobaczył od razu wstał z kanapy i przytulił mnie tak mocno do siebie, że myślałam iż zaraz mnie udusi.
- Udusisz ją Zayna. - Perrie ruszyła mi na ratunek. Posłałam jej ciepły uśmiech i zajęłam miejsce na fotelu stojącym obok kanapy.
- Napijesz się czegoś? - zapytała stojąc w gotowości aby ruszyć do kuchni.
- Bardzo chętnie. Może herbaty? - odpowiedziałam.
- Już się robi? Zayn?
- Dziękuję kotku, nic mi nie trzeba. - posłał jej tak onieśmielający uśmiech, że ja bym od razu leżała na ziemi. Mrugnął do niej okiem, a Perrie kiwnęła tylko głową, jakby dawała mu znać że rozumie, po czym zniknęła w kuchni. Czy oni coś przede mną ukrywają? Bo to właśnie tak wyglądało.
- Jak leci? Wszystko w porządku? - zapytał Zayn ściszając dźwięk w telewizorze.
- Jasne, jak najbardziej a u was? - zapytałam podpierając się łokciem na fotelu.
- Również. Na szczęście dziś sobota i w końcu wolne. - Zayn uśmiechnął się nerwowo spoglądając w stronę kuchni. Czy on się denerwuje w moim towarzystwie?
- A co u reszty chłopaków? - zapytałam chcąc jakoś pokierować rozmowę, która cóż nie urywajmy ale wcale nam się nie kleiła.
- Harry z Ash wyjechali na jakieś długie wakacje, a Niall jak to Niall. Pewnie zaszył się u rodziców i śpi całymi dniami, budzi się tylko, aby coś zjeść i potem znów idzie spać. - zaśmiałam się z jego komentarza na temat kolegi. Co prawda za dużo to o nich nie wiedziałam, bo widziałam ich tylko kilka razy, ale wydawali się naprawdę super kolesiami.
- A Liam? - zapytałam. Wiedziałam że jest gdzieś z Ve ale nie wiedziałam gdzie dokładnie.
- Liam? Liam jest... - znów popatrzył w stronę kuchni.
- Zayn czy coś jest nie tak? - zapytałam zdziwiona jego reakcją.
- Wszystko w porządku, tylko zastanawiam się gdzie jest Perrie. - powiedział wstając i zostawiając mnie samą w salonie ruszył do kuchni.
Co się z nimi dzieje? Perrie wyraźnie była zdziwiona na mój widok przed ich drzwiami, a Zayn zachowuje się jakbym była na coś chora i bał się, że może się ode mnie zarazić. Nigdy się tak nie zachowywali w moim towarzystwie.
Po kilku długich minutach w końcu oboje się pojawili. Perrie niosła dwie herbaty, a Zayn szedł za nią niosąc tacę z cukrem, łyżeczkami i miseczką w której były ciastka.
- Ja chyba wam przeszkadzam. - oznajmiłam, a wzrok Perrie spotkał się z moim.
- Dlaczego tak sądzisz? Świetnie cię widzieć po tak długim czasie. Naprawdę ciesze się, że do nas przyszłaś. - blondynka usiadła na kanapie obok ukochanego, który przyciągnął ją bliżej siebie i objął w pasie. Tak fajnie było na nich patrzeć, że aż mnie zazdrość zżerała od środka, że to nie mogę być ja i Louis obok mnie.
- Dziwnie się zachowujecie, a ja przyszłam tylko, aby o coś zapytać i spadam. - powiedziałam patrząc to jednemu, to drugiemu prosto w oczy. Czekałam na jakąś reakcję, ale żadnej nie dostałam więc kontynuowałam.
- Przeczytałam dziś w gazecie, ze Louis jest chory czy to prawda? Czy może znów wymysł jakiegoś głupiego czasopisma które chce zarobić na kłamstwach? - zapytałam. A ich reakcja była naprawdę dziwna.
Perrie posmutniała spuszczając głowę w dół, a Zayn uniósł oczy w górę jakby chciał wezwać najwyższego na pomoc.
- Więc? Wyjaśnicie mi to? - ponaglałam ich, gdy nie usłyszałam odpowiedzi od żadnego z nich.
- To nie my powinniśmy ci to wyjaśnić, a Louis. To on jest za wszystko odpowiedzialny. - odezwał się w końcu Zayn.
- Tyle, że ja nie mam z nim kontaktu. - odpowiedziałam, a dzwonek do drzwi przerwał nam naszą rozmowę. Zayn zerwał się z kanapy, aby otworzyć gościom drzwi.
- Ja już chyba pójdę. Pewnie spodziewaliście się tych gości, a ja wam tylko przeszkadzam. - zaczęłam wstawać z fotela.
- Em, zaczekaj. - Perrie chwyciła moją rękę zatrzymując mnie. Popatrzyłam na nią, a ona na mnie posyłając współczujące spojrzenie.
- To ludzie, których znasz Em. Myślę, że maja ci dużo do powiedzenia w całej tej sprawie. - wyjaśniła czym wzbudziła jeszcze bardziej mój niepokój. Na początku pomyślałam, że może to być Louis, ale Perrie zaznaczyła że to ludzie, czyli więcej niż jeden.
- Perrie o czym ty mówisz? - zapytałam, ale nie dane mi było uzyskać odpowiedź, ponieważ w progu pojawili się Liam z Ve. Dziewczyna gdy mnie zobaczyła od razu zaczęła płakać.
Podeszła do mnie, a ja niewiele myśląc przytuliłam ja do siebie bardzo mocno.
- Tak bardzo przepraszam. Chciałam ci o wszystkim powiedzieć ale nie mogłam.
- O czym chciałaś mi powiedzieć Ve? I o co tutaj chodzi? - zapytałam rozglądając się wokół siebie, gdzie stali wszyscy. Nikt nie chciał mi nic powiedzieć. Każdy stał i patrzył na mnie jakbym była wybrykiem natury.
- Liam może ty mi to wyjaśnisz? - zapytałam chłopaka, który jako jedyny nie wydawał się wzruszony tym co właśnie się wokoło działo.
- Zayn masz laptopa? - zapytał przyjaciela całkowicie mnie ignorując. Zayn kiwnął tylko głową i zniknął w sypialni. Po chwili wrócił do salonu z komputerem w ręce i położył go na stoliku.
- Lepiej będzie jeśli oglądniesz to sama Em. - powiedział Liam wkładając jakąś płytę do odtwarzacza, która była podpisana "Emma".
Kiwnęłam tylko głową. Obawiałam się co to może być i co oni dla mnie przygotowali.
Z pomocą Liama przenieśliśmy laptopa do sypialni Zayna i Perrie, a gdy w końcu znalazłam się sama mogłam odpalić tajemniczy filmik, który był tylko przeznaczony dla mnie.

_________________________________________________________________________________
Znowu to zrobiłam, ups :)
Ale wiecie, że ja uwielbiam kończyć rozdziały w takich momentach prawda?
Więc moje pytanie brzmi: Jak zareaguje Emma? I co zrobi Louis?
Piszcie w komentarzach, uwielbiam czytać Wasze rozkminy na temat tego co będzie dalej w opowiadaniu.
Postaram się następny dodać w weekend (albo sobota, albo niedziela).
Zobaczę czy się w ogóle wyrobię z napisaniem go, bo w poniedziałek mam kolokwium, trzymajcie kciuki:)
A dzisiejszy rozdział dość wcześnie, bo akurat mam na później na uczelnię i tak pomyślałam, że dokończę go rano i od razu wstawię.
Miłego dnia Wam życzę i skomentujcie, bo to naprawdę daje mi motywację, aby pisać dalej :)

sobota, 8 listopada 2014

ROZDZIAŁ 39.

- Kto to był? - zapytał Eric, gdy usiedliśmy z powrotem na kanapie w salonie.
- Już ci mówiłam, jakaś pomyłka. - odpowiedziałam. Wiem, że nie powinnam tak mówić przy Louisie, ale chciałam aby poczuł to samo co ja poczułam gdy on mnie odrzucił, gdy zostawił mnie samą sobie.
Przecież ja mu nic nie zrobiłam i nie rozumiem jego zachowania. Po co tutaj dziś przyszedł? Dlaczego on zawsze musi pojawić się w najmniej odpowiednim momencie mojego życia? Dlaczego nie może dać mi świętego spokoju? Dlaczego jest tak uparty i się ode mnie nie odczepi?
- Nie chce mi się w to wierzyć Em. Widziałem jak on na ciebie patrzył. - zauważył Eric, a ja gwałtownie odwróciłam głowę w jego stronę i marszcząc brwi przypatrywałam się mu zirytowana.
- Niby jak? - zapytałam.
- Jakbyście mieli kiedyś coś wspólnego ze sobą. - wyjaśnił.
- Posłuchaj - zaczęłam - Może kiedyś coś nas łączyło, ale teraz on nic dla mnie nie znaczy. Liczysz się ty, to ty teraz jesteś dla mnie ważny i to ty jesteś na pierwszym miejscu, jasne? - zapytałam.
Kiwnął tylko głową wyszczerzając swoje śnieżnobiałe zęby. Uwielbiam jak Eric się uśmiecha, wygląda wtedy ja taka mała słodka małpka.
- Chodźmy spać. - oznajmiłam wstając z kanapy i łapiąc chłopaka za rękę. Zgasiłam światło i udaliśmy się do sypialni.

***

Wstałam rano i byłam dziwnie obolała, głównie bolało mnie serce.
Przypomniałam sobie niespodziewana wizytę Louisa. Naprawdę nie spodziewałam się, że go zobaczę. Przynajmniej nie w najbliższym czasie.
Akurat zjawił się teraz, gdy poukładałam sobie życie na nowo, jestem szczęśliwa z chłopakiem który mnie nie okłamuje, który jest ze mną szczery. A ja czuję się przy nim wyjątkowa i co najważniejsze - kochana.
Spojrzałam na miejsce obok mnie na łóżku, ale tam nikogo nie było. Wstałam więc i przeszłam do kuchni.
Tam też nikogo nie było.
- Eric? - zapytałam, ale odpowiedziała mi cisza.
- Eric, gdzie jesteś? - ponowiłam, ale nadal cisza. Coś było nie tak, gdzie do cholery jest ten chłopak?
Przeszukałam każde pomieszczenie w moim mieszkaniu, ale nie znalazłam go. Wyparował?
I wtedy zobaczyłam białą kartkę leżącą na środku stolika w salonie. Szybko podeszłam do niej i otworzyłam ją, a to co było tam napisane wstrząsnęło mną.

Nie wiem kim jest ten cały Louis, którego imię mówiłaś przez sen, ale mam nadzieję że mi to wyjaśnisz.
Musiałem wyjść wcześniej - ważne sprawy biznesowe. Spotkamy się wieczorem u Ciebie.
Całuję, E.

O Boże, ja naprawdę mówiłam jego imię przez sen?
- Cholera no! - rzuciłam kartkę na stolik wkurzona na siebie, a przede wszystkim na Louisa, za to że nie może się ode mnie odczepić i już nawet w snach mnie nawiedza.

***

Po południu w pracy nie było dużego ruchu. Tylko kilku klientów przewijało się przez kawiarnie, gdzie zazwyczaj mieliśmy dużo pracy i nie mogliśmy we trojkę dać rady.
Tak, we trójkę. Tom wrócił, a Emily zwolniła się twierdząc że nie spełnia się w tej pracy i musi ją zmienić. Gdy dowiedzieliśmy się o tym odetchnęliśmy z ulgą. Tak naprawdę ja nie miałam nic do dziewczyny, nawet jej imię mi już nie przeszkadzało, tylko widziałam jak sobie nie bardzo radzi z ekspresem do kawy, czy innymi rzeczami związanymi z pracą w kawiarni.
Przez praktycznie cały poranek, aż do południa nie miałam jak porozmawiać z Ve. Do tego czasu klientów było naprawdę sporo, a my nie mogliśmy się wyrobić z pracą.
Na szczęście teraz jest ich tylko garstka i w końcu możemy usiąść za ladą, i niby pod pretekstem czyszczenia szklanek, swobodnie rozmawiać. Nawet Tom do nas dołączył. Lekki uśmiech malował się na jego ustach, co by oznaczało że chłopak jest naprawdę w świetnej kondycji psychicznej, a jego serce pomału się goi.
- Rozmawiałaś z Louisem? - zapytała Ve prosto z mostu. Ona zawsze była szczera i nigdy nie owijała w bawełnę. Jeśli coś ją męczyło, po prostu wyrzucała to z siebie, jakby nie chciała tego trzymać w sobie.
- Tak. - odpowiedziałam upijając łyk wody mineralnej ze szklanki.
- I co? - wtrącił się Tom. Popatrzyłam na niego ze zmarszczonymi brwiami, a on tylko wzruszył ramionami i czekał razem  Ve na moją odpowiedź.
- Przyszedł wczoraj wieczorem do mnie. - zaczęłam przypominając sobie jego nagłe najście. - Zdziwiłam się, że to on bo naprawdę nie spodziewałam się go zobaczyć. Myślałam, że już na zawsze zostanie w Ameryce z tą swoją nową dziewczyną i będzie z nią szczęśliwy. Ale nawet nie wiecie jakie było moje zaskoczenia, gdy go ujrzałam. Taki chudziutki, blady, a do tego całkiem nie podobny do siebie. - kontynuowałam. Louis w ogóle nie było podobny do starego siebie. Mój Loui wpadłby do mieszkania bez pukania, podbiegł do mnie, złapał za biodra i uniósł wysoko, a później pocałował gorąco w usta.Ale to było dziwne, bo on zachowywał się inaczej. Jakby coś złego działo się w jego życiu i właśnie wczoraj chciał mi o tym powiedzieć.
- I co było dalej? - dopytywał Tom. Nie zauważyłam, kiedy się zamyśliłam i że oni oboje patrzą na mnie, czekając na moją odpowiedź.
- Błagał mnie o przebaczenie, chciał porozmawiać. Właściwie to nie wiem o czym, bo przecież nie mamy o czym rozmawiać, ale on się upierał abym dała mu chociaż pięć minut. - Ve nagle posmutniała. Wcześniej słuchała mnie z zainteresowaniem, a teraz jej oczy były nieco smutne.
- Ve, co jest? - zapytałam kładąc dłoń na jej kolanie.
- Jest mi smutno. I zastanawiam się dlaczego nie dałaś mu szansy na wyjaśnienie tej całej sytuacji. - wyjaśniła, a ja zamarłam.
- Myślałam, że jesteś po mojej stronie. I rozumiesz dlaczego tak postępuje. Ale widzę, że zmieniłaś nagle zdanie co do tej sprawy i jesteś po stronie Louisa. Co, Liam cię już przekabacił? - zeskoczyłam ze stołka wkurzona. Nie mogłam już dłużej na nią patrzeć. Moja własna siostra i najlepsza przyjaciółka zarazem stoi po stronie wroga. Nie, to się w głowie nie mieści.
- Emma, ja tylko myślę że powinnaś dać mu szansę na wyjaśnienie. Może on to zrobił dla twojego dobra? Może pomyślał, że tak będzie lepiej?
- Ale co będzie lepiej? Co będzie dobre dla mojego dobra? Zostawienie mnie, dla innej dziewczyny mieszkającej tysiące kilometrów stąd? Ve myślałam, że rozumiesz moją sytuację i moje postanowienie, ale widzę że się myliłam. A Liam całkiem zawładnął twoją głową i umysłem. - powiedziałam i zniknęłam na zapleczu. Zamknęłam się w łazience i wyciągając telefon usiadłam na zamkniętej toalecie. Wybrałam numer Erica i zadzwoniłam. Musiałam usłyszeć jego głos, może wtedy mi się poprawi.
- Gabinet pana Ramona, w czym mogę pomóc? - usłyszałam w słuchawce głos młodej dziewczyny.
- Eee czy jest może gdzieś Eric? Potrzebuję pilnie z nim porozmawiać. - wyjaśniłam drapiąc się po głowie.
- Obecnie jest na spotkaniu. Przekazać coś? - zapytała, a ja wyobrażałam sobie jak trzyma długopis ku górze i czeka na moją odpowiedź.
- Proszę tylko przekazać, że dzwoniła Emma. - powiedziałam w końcu, a dziewczyna wydała z siebie dziwny dźwięk jakby kaszlnięcie połączone z głębokim wdechem.
- Emma Ross? Proszę poczekać panna Ross. - panno Ross? Pierwszy raz słyszę, aby ktoś się do mnie tak zwracał.
- Em? - głos Erica rozbrzmiał w słuchawce telefonu, a na moich ustach automatycznie pojawił się ogromny uśmiech i kamień spadł mi z serca, że w końcu mogę go usłyszeć.
- Przepraszam, że dzwonię bo pewnie jesteś zajęty, ale musiałam usłyszeć twój głos. - wyjaśniłam.
- Coś się stało? - zapytał zaniepokojonym tonem.
- Nie, nie wszytko dobrze tylko musiałam cię usłyszeć nawet przez telefon. - zaśmiałam się z własnej głupoty, bo zdawałam sobie sprawę jak to idiotyczni brzmi. - Przepraszam. - dodałam smutnym głosem.
- Nie przepraszaj. Przez cały poranek o tobie myślałem i wiesz co? Tak mi się lepiej pracowało. - zaśmiałam się z jego słów wyobrażając sobie jak się teraz słodko uśmiecha.
- Znalazłam twój liścik na stole. Przepraszam za to, obiecuję że wszystko ci wyjaśnię wieczorem, dobrze? - Usłyszałam jak Eric tylko głośno westchnął i wyobraziłam sobie jak przeciera zamknięte oczy palcami.
- Jeśli nie chcesz nie musisz. Ja cię do niczego nie zmuszam.
- Nie, muszę co o tym powiedzieć, bo chcę być z tobą w pełni szczera i nie mam zamiaru na początku naszej znajomości cię okłamywać. - powiedziałam szczerze.
- Dobrze, skoro tego właśnie pragniesz.
- Tak, tego właśnie chcę. I mam nadzieję, że wtedy mnie zrozumiesz i będziesz mógł mi jakoś z tym pomóc. A teraz wracaj do pracy, bo pewnie ci przeszkodziłam. Od twojej sekretarki wiem, że byłeś na spotkaniu.
- Ty nigdy mi nie przeszkadzasz. Do zobaczenia wieczorem skarbie. - powiedział, po czym się rozłączył. Czy ja dobrze usłyszałam, że on nazwał mnie skarbem? Aż mi się ciepło na sercu zrobiło.
- Emma? Jesteś tutaj? - głos Ve wyrwał mnie z zamyślenia, w którym jeszcze przed chwilą byłam.
- Nie. - odpowiedziałam wychodząc z kabiny.
- Przestań mnie wkurzać i pogadaj ze mną jak siostra z siostrą.
- Co to znaczy jak siostra z siostrą? - zapytałam zakładając ręce na klace piersiowej i stukając jedną nogą o podłogę.
- Szczerze. - wyjaśniła, a ja parsknęłam śmiechem.
- Szczerze? Czy ty się słyszysz Ve? Robisz coś za moimi plecami, stoisz po stornie Louisa zamiast po mojej. Tak nie robią siostry i przyjaciółki. - zaznaczyłam.
- Wiem i przepraszam cię za to. Ale Louis cię naprawdę kocha, powiedział to Liamowi wczoraj. I ja wiem, że ty tez nadal go kochasz Em. - powiedziała chwytając mnie za ramiona. Popatrzyłam w jej oczy, przepełnione smutkiem.
- Nie, nie kocham go już Ve. On dla mnie już nie istnieje, wymazałam go z mojego życia i serca, więc dajcie mi spokój z tym chłopakiem,dobrze?  wyrwałam się z jej uścisku i podeszłam do umywali Oparłam się rękoma o jej blat i spuszczając głowę głęboko westchnęłam.
- Pamiętasz jaka byłaś szczęśliwa spotykając się z nim? Sama mówiłaś, że w końcu znalazłaś kogoś przy kim czujesz się bezpieczna, kogoś komu na tobie zależy, kogoś z kim będziesz mogła spędzić resztę swojego życia. A teraz nagle on już nie istnieje? Nie kochasz go? Nic dla ciebie nie znaczy? - Ve nie dawała za wygraną. Uniosłam głowę w górę i patrzyłam na jej odbicie w lusterku. Stała dokładnie za mną z miną mówiącą, że ma rację. Poniekąd miała rację i pamiętam jak sama tak mówiłam o nim, ale teraz gdy straciłam całkowicie zaufanie do niego to nie mogę ot tak po prostu o tym zapomnieć i wrócić do niego i być z nim dalej. Byłabym chyba nienormalna tak właśnie postępując.
- Zrozum Ve, że on mnie oszukał. Wyjechał do Ameryki do jakiejś dziewczyny. Zabawiał się z nią przez kilka tygodni, a potem nagle wrócił do Londynu i od razu z lotniska przyjechał do mnie. Dla mnie się to kupy nie trzyma. - odwróciłam się do niej twarzą.
- Gdybyś dała mu szansę na wyjaśnienie tego dlaczego wyjechał i dlaczego musiał cię okłamać wiedziałabyś, że to nie było takie proste dla niego.
- Tak, bo tylko on się liczy. A ja to już nie. Gdy czekałam na niego dniami i nocami, gdy liczyłam chociażby na jeden sms, czy telefon od niego, gdy szukałam jego twarzy na ulicach, gdy wspominałam nasze wspólne chwile leżąc sama w dużym łóżku, gdy chodziłam w jego ubraniach aby chociażby trochę być bliżej niego, tego nikt nie widział. Tylko teraz liczy się biedny Louis, który wrócił i który chce mnie odzyskać. Nie Ve! To już koniec, ja już jestem z kimś związana i na pewno tego nie przerwę bo Louis wrócił. Jak się z nim spotkasz możesz mu przekazać, żeby mnie już nie prześladował? Proszę cię. - poprosiłam ze łzami w oczach. To boli, to naprawdę strasznie boli, gdy przypominasz sobie dobre chwile a zaraz na ich miejsce wskakują te złe które wszystko zniszczyły.
- Przekaże mu to, ale wiem że Louis tak łatwo się nie podda wiedz że będzie o ciebie walczył Em, do upadłego bo tak postępują zakochani faceci. - podsumowała i wyszła z łazienki.
Nie spodziewałam się, że Ve będzie aż taka stanowcza i pewna swojego zdania. Widać, że broni Louisa i chce żebyśmy do siebie wrócili, ale ja już tego nie chcę.
Jeszcze dwa tygodnie temu pewnie dałabym mu szanse na wyjaśnienie wszystkiego, ale teraz nawet nie mam ochoty na niego patrzeć.
Po prostu nie dobrze mi się robi, gdy pomyślę ile przeszłam przez całe swoje życie, a on jeszcze mi do tego dokłada problemy ze sobą.
Jestem szczęśliwa z Erickiem i to on teraz jest dla mnie najważniejszy.

***

Myślałam, że Louis zrozumiał gdy powiedziałam mu żeby mnie zostawił, bo ja nie chcę mieć z nim już nic wspólnego. Ale gdy zobaczyłam, go stojącego przed kawiarnią, aż na chwilę przystanęłam.
Na początku mnie nie zauważył. Patrzył w bok, obserwował coś. Również odwróciłam wzrok w tamtą stronę i ujrzałam całującą się parę. Młodego chłopaka i młodą dziewczynę. On trzymał ją w swoich objęciach, ona objęła go za szyję i całowali się. Wyglądali na naprawdę szczęśliwych, można by rzec że tak jak ja i Louis kiedyś. Ale dziś już tak nie jest. Chłopak wszystko spieprzył, a ja nie potrafię na niego patrzeć. Oczywiście nadal coś do niego czuję, ale jestem też zraniona nie potrafię komuś na nowo zaufać.
Udając, że szukam czegoś w torebce przeszłam obok niego. Dopiero po chwili mnie zauważył i podbiegł do mnie.
- Emma! - krzyknął, ale ja udawałam że wcale go nie słyszę.
- Emma zaczekaj. - znów ten sam ton, a ja dreptałam przed siebie udając że szukam w torebce słuchawek od telefonu.
Dopiero, gdy chłopak złapał mnie za ramię nakazując stanąć, a torebka wyślizgnęła mi się z ramienia i upadła na ziemię i jej zawartość wysypała się na zewnątrz wtedy przystanęłam.
- Coś ty zrobił ?- zapytałam z wyrzutem popychając go.
- Przepraszam, nie chciałem. - odpowiedział kucając obok mnie. Czułam na sobie jego wzrok, gdy zbierałam porozrzucane rzeczy.
- Zdradzić też nie chciałeś, a zrobiłeś. - odpysknęłam. - I nie patrz na mnie. - dodałam spuszczając głowę w dół koncentrując się na zbieraniu swoich rzeczy.
- Niby jak? - zapytał zainteresowany.
- Tak jak teraz, jakbyś coś do mnie jeszcze czuł. - wyjaśniłam wciąż na niego nie patrząc. Louis tylko wydał z siebie dziwny dźwięk, coś jak jęknięcie połączone z kaszlnięciem.
Gdy powkładałam już wszystkie rzeczy do torebki chłopak podał mi portfel. Nasze place na moment się dotknęły, a przez moje ciało przeszedł dreszcz. Nasze oczy się spotkały, a po chwili twarz Louisa zbliżała się powoli ku mojej.
W porę zorientowałam się co chłopak zamierza zrobić i odsunęłam się od niego.
- Dlaczego mnie śledzisz? - zapytałam z wyrzutem zamykając torebkę na zamek.
- Nie śledzę cię, po prostu przechodziłem obok. - wzruszył ramionami tłumacząc się.
- Coś nie chce mi się w to wierzyć. - postukałam się palcem wskazującym po brodzie.
- Kochasz go? - zapytał wytrącając mnie z równowagi.
- Co? -  zaskoczenie musiało być widoczne na mojej twarzy, bo Louis patrzył na mnie zaciekawiony.
- Ja nie wiem czego ty nie zrozumiałeś ze zdania że nie chcę mieć już z tobą nic do czynienia, ale mógłbyś dać mi spokój? Proszę cię. - poprosiłam ruszając w stronę metra.
- Daj mi pięć minut na wyjaśnienie, błagam. - oczywiście Louis musiał pójść za mną, bo przecież nie mógł przepuścić okazji, aby się ode mnie odczepić.
- Nie mam już dla ciebie czasu Louis, zrozumiesz to czy nie? Daj mi żyć, jestem już z kimś związana i to z nim wiąże swoją przyszłość, a ty do niej na pewno nie należysz. - odpowiedziałam i przyspieszyłam kroku, ale Louis nie byłby Louisem, gdyby za mną nie polazł.
- Dlaczego taka jesteś?-  zapytał, a ja stanęłam i powoli odwróciłam się do niego twarzą.
- Niby jaka? - zapytałam coraz to bardziej wkurzona.
- Nie dasz sobie wyjaśnić.
- Nie dam, bo naprawdę nie mam ochoty ani czasu na twoje głupie tłumaczenia. Mam cię gdzieś i twoje wywody również. Daj mi normalnie żyć. - odwróciłam się na piecie i próbowałam odejść, ale ręka chłopaka zatrzymała mnie w pół kroku.
- Emma daj mi pięć minut.
- Spieprzaj. - strąciłam jego rękę ze swojego ramienia. - Kochałam cię, oddałabym życie za ciebie aby cię chronić, a ty po prostu mnie zostawiłeś, samą sobie i wyjechałeś sobie dokądś, a ja nawet nie mam pojecie gdzie byłeś i czy w ogóle wyjechałeś. Jesteś żałosny przyłażąc do mnie w tej chwili i prosząc o przebaczeni, którego rzecz jasna nie dostaniesz.
- A gdybym dał ci coś, co mogłoby całkiem zmienić twoje nastawienie do mnie? - zapytał. Zastanowiłam się chwilę nad jego słowami, ale doszłam do wniosku że nie chcę mieć nic związanego z nim, że nie mam ochoty nawet na niego patrzeć, myśleć o nim, ani mówić.
- Nie, i daj mi spokój. - biegiem ruszyłam w stronę metra. Obejrzałam się jeszcze za siebie i zobaczyłam jak Louis chodzi w kółko szarpiąc się za włosy i kopiąc opony samochodu. Widziałam, że przeżywał to tak samo jak i ja, ale ja na szczęście zrozumiałam że to już koniec i nic między nami nie będzie.

***

W domu, gdy byłam już sama ze swoimi myślami próbowałam się uspokoić. Nie było to łatwe, bo przez cały czas w mojej głowie siedział obraz załamanego Louisa stojącego na chodniku.
Nie chciałam tego wcześniej przyznać, ale naprawdę się zmienił. Schudł, jego twarz była jakaś smutna, a oczy wyblakłe i bez połysku jak to miał zazwyczaj.
Stara się mnie odzyskać, widzę to. Ale ja nie wiem czy nadal chcę z nim być. Tak, kocham go, mimo tego co mi zrobił. Tego uczucia nie da się ot tak wymazać, ono zawsze będzie we mnie siedzieć i raczej nigdy mnie opuści. Zawsze będę coś do niego czuła, bo to ona pierwszy zagnieździła się w moim sercu.
Jakie życie jest trudne. Trzeba podejmować trudne decyzje, liczyć się ze zdaniem innych oraz być normalnym człowiekiem.
A gdy wszystko jest dobrze, to później wszystko się pieprzy, bo nic nie trwa wiecznie.
I mój związek z Louisem również nie trwał wiecznie. Jedno kłamstwo i wszystko się posypało. A na kłamstwie szczęścia nie stworzysz.
Dzwonek do drzwi wyrwał mnie z zamyślenia. Wstałam z kanapy i podreptałam pod drzwi i nie patrząc nawet kto przyszedł, otworzyłam drzwi na oścież, ponieważ i tak domyślałam się że to Eric.
- Witam najpiękniejszą dziewczynę na świecie. - uśmiechnął się wchodząc do środka i całując mnie w policzek.
- Cześć. - odpowiedziałam smutno, a chłopak to wyczuł. Stanął naprzeciwko mnie i przypatrywał się mnie uważnie.
- Coś nie tak? - zapytał kładąc torby na blacie w kuchni.
Pokręciłam tylko głową i usiadłam na krześle.
- Widzę, że coś jest nie tak z tobą. - zauważył klękając przede mną.
- Jestem zmęczona i tyle. - uśmiechnęłam się głaszcząc chłopaka po policzku.
- Na pewno? - dopytywał. Kiwnęłam tylko głową zapewniając go, że to tylko przez ciężki dzień w pracy. Nie chciałam wspominać o Louisie i to że go dziś widziałam. Wiem, że obiecałam powiedzieć Erickowi o Louisie, ale nie jestem dziś w stanie. Marzę, aby wziąć długą kąpiel i po prostu się położyć. Może kiedyś nadejdzie taki dzień, że w końcu mu o nim opowiem i wtedy zakończę to co było kiedyś i w końcu zacznę żyć tym co jest tu i teraz.
- Może się położysz, a ja zrobię ci coś dobrego do jedzenia? - zapytał. On jest dla mnie za dobry.
- Tak i dziękuję. - wstałam z krzesła i całując chłopaka w policzek ruszyłam do łazienki.
Puściłam wodę pod prysznicem i stałam, a gorąca woda obmywała moje zmęczone ciało.
Zastanawiałam się dlaczego aż tak emocjonalnie zareagowałam na spotkanie z Louisem. Czyżbym coś do niego nadal czuła? Czyżbym nadal go kochała? To jest niemożliwe. Odcięłam się całkiem od niego więc nic mnie z nim już nie łączy.
- Emma, wszystko gotowe. - Eric zapukał w drzwi, a ja dziękowałam mu w duchu że to zrobił, bo gdybym dłużej myślała o Louisie pewnie owinięta samym ręcznikiem pobiegłabym do niego i chciała wrócić.
- Już wychodzę. - odkrzyknęłam zakręcając wodę. Wytarłam się, ubrałam w ekspresowym tempie i po chwili siedziałam obok bruneta na kanapie w salonie patrząc na ekran telewizora zajadałam się pysznymi kanapkami.
Gdy Eric objął mnie ramieniem w pasie i przyciągnął bliżej siebie nie czułam nic. Żadnej więzi między nami. Popatrzyłam na jego boczny profil i wydawało mi się, że patrzyłam na całkiem obcego mi człowieka. Tak naprawdę nic o nim nie wiedziałam, nie znałam jego rodziny, rodzeństwa, znajomych. Nic o nim nie wiedziałam.
Wyrwałam się z jego uścisku i poszłam do sypialni. Chłopak w ogóle nie zauważył mojej nieobecności obok siebie, cały czas się śmiał z jakichś głupot pokazywanych aktualnie w telewizji, a ja siedziałam samotnie na środku wielkiego łóżka w sypialni i przeglądałam stare zdjęcia Louisa w moim telefonie.
Jedna łezka spłynęła mi po policzku, ale szybko ją otarłam nie chcąc pokazać, że jestem słaba i cholernie za nim tęsknie.
Dałam mu jasno do zrozumienia, aby dał mi spokój i zostawił mnie, ale teraz wiem że nadal go kocham i chyba nigdy nie przestanę.

__________________________________________________________________________
Ależ się porobiło. Aż boję się pomyśleć co będzie dalej :)
A Wy jak myślicie co zrobi Emma?
Jaką decyzję podejmie?
Być szczęśliwa z Louisem, czy być szczęśliwą z Erickiem?
Piszcie w komentarzach, chętnie poczytam :)